05.07.2015

"Niemieccy chłopcy też czasem płaczą". Cud z Berna (Das Wunder von Bern,2003),reż.Sönke Wortmann

Niemieckie kino co jakiś czas ukazuje obrazy, które próbują rozliczyć się z niechlubną przeszłością narodu. Wortmann w swoim filmie, który śmiało można zaliczyć do familijnego, przenosi nas do lat 50., a dokładnie do 1954. Pod pozorem ukazania codziennych perypetii rodziny Lubanskich odkrywa boleśnie skrywane problemy tamtego pokolenia.
Znajdujemy się w małym miasteczku w Zagłębiu Rurhy, w RFN. Zdjęcia niczym z Billy'ego Elliota (reż. Stephen Daldry,2000), ponura rzeczywistość, kopalnie, wszystko pokryte węglem i smołą. W tym świecie zalanym szarością mieszka Matthias Lubanski (Louis Klamroth) wraz z matką Christi (Johanna Gastdorf), która prowadzi bar, siostrą (Birthe Wolter) i bratem (Mirko Lang). Christa samotnie próbuje wychować dzieci i utrzymać dom, jej mąż Richard (Peter Lohmeyer) od 11 lat przebywa w obozie jenieckim na Syberii. Mimo przeciwności losu wiodą spokojne i poukładane życie. Najmłodszy syn Matthias jest zapalonym kibicem piłkarskim, przyjaźni się z piłkarzem Helmutem Rahnem (Sascha Goepel), którego traktuje jak ojca. Niestety ta (jakby nie patrzeć) sielanka się kończy. W wyniku amnestii do kraju wraca Richard. Po tak wielu latach jest obcym wśród najbliższych, o istnieniu najmłodszego syna nawet nie wiedział. Nie mając pojęcia jak ma się zachowywać po latach rozłąki, zaczyna wprowadzać rygor i niszczyć rodzinę...
Matthias zaczyna przeżywać euforię związaną ze zbliżającym się Mundialem w Szwajcarii...
Jako ciekawostkę dodam, że prywatnie Peter Lohmeyer jest ojcem Louisa Klamrotha.

*pics