03.08.2015

Radio na fali (The Boat That Rocked),2009,reż. Richard Curtis

Po tym filmie miałam ochotę zrobić tylko jedno. Rzucić wszystko, zostawić całe dotychczasowe życie i uciec w siną dal. Naturalnie mój zapał trwał  krótko. Jak czegoś nie zrobię natychmiast to pewnie nigdy. Tak więc będąc tchórzem porzuciłam moje zamiary bycia współczesnym hippisem i zajęłam się przyziemnymi rzeczami. Jednak zawsze gdzieś z tyłu głowy duch poszukiwacza przygód we mnie drzemie...
Niebywale obraz Richarda Curtisa pobudza nas do takich refleksji. W pierwszym momencie po seansie pomyślałam sobie: Walić to wszystko!!! Ucieknę w siną dal!!! Będę wolna!!!... Zaraz jednak moja druga natura przystopowała moje zamiary: Dziewczyno!!! W centrum handlowym ledwo umiesz się poruszać!!! Na prostej drodze na rowerze potrafisz mieć spektakularny wypadek, a Ciebie w świat gna??? No tak...
Aha. Wracając do samego filmu. Jak już mówiłam, będziecie po nim naładowani tak pozytywną energią, że uśmiech nie będzie wam schodził z twarzy przez jakiś czas.
Cała historia rozgrywa się chyba w najpiękniejszym okresie dla muzyki. W latach 60. Społeczeństwo zmęczone wojnami, w muzyce znajduje ujście swoich emocji, przynależności politycznej, religijnej etc... Zaczynają się tworzyć ruchy hippisowskie,  rock&roll ewoluuje a za tym wszystkim idzie rewolucja seksualna. Rozwiązłość, wolna miłość, pogarda dla rządu, wojny i zakazów, które dla starego pokolenia są czymś niedopuszczalnym (hipokryci) rodzi bunt i pierwotną tęsknotę za wolnością. PEACE & LOVE. Zakazane rzeczy smakują najlepiej...
Za wszelkie zło i nakłanianie do nierządu ludzie obwiniają muzykę, która prowokuje do niecnych występków. ;) Stacje radiowe, które nie zgadzają się z prohibicją, schodzą do podziemi. Wokół Wielkiej Brytanii pływa sobie niewinnie statek, będący tak naprawdę nielegalną rozgłośnią. W skład Radia Rock wchodzą nietuzinkowe postacie, które ze względu na aurę, tworzącą wokół siebie są bożyszczami nastolatków i nie tylko. Gwiżdżą na normy i bez skrupułów puszczają swoje ukochane piosenki, ku rozdrażnieniu władz. Każda audycja przyciąga przed odbiorniki rzesze fanów, którzy z rozgorączkowaniem i podnieceniem chłoną każde słowo i dźwięk. Do tej hippisowskiej elity dołącza nastoletni Carl. Szybko się okaże, że chłopak dostanie niezapomnianą naukę życia. W międzyczasie Sir Dormandy próbuje ukrócić swawole, które jego zdaniem zagrażają moralności ludzi...
Jestem pod wrażeniem nazwisk, które udało się zaangażować Richardowi Curtisowi do filmu. Bill Nighy, Kenneth Branagh, Philip Seymour Hoffman, Tom Sturridge, Jack Davenport, January Jones, Emma Thompson, Rhys Ifans ( boski Gavin!). Tak wyraziste osobowości niebywale tworzą ten obraz. Jednak nie zapominajmy o samej muzyce, która gra tu rolę pierwszoplanową. Przez cały film ma się ochotę wstać i tańczyć, tańczyć, tańczyć... Razem z Davidem Bowie, Hendrixem, The Beatles, The Rolling Stones etc... Film poniekąd przywraca wiarę w człowieczeństwo i ideały, za które warto walczyć, choćby sprawa była przegrana. Ostatnie sceny rozkładają na łopatki. Próbowałam zachować twarz, ale nie da się, po prostu się nie da, łzy mimowolnie spływają po policzku. Zaraz po filmie ku uciesze sąsiadki włączyłam na cały odbiornik muzykę i choć na chwilę próbowałam przenieść się do tamtych czasów. Polecam gorąco!!!




*pics tumblr

3 komentarze:

  1. kiedy można się doczekać kolejnej recenzji? zależy mi na nowościach kinowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się jeszcze w tym tygodniu. Pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. Kocham ten film!

    OdpowiedzUsuń