13.08.2014

Pożegnanie. Robin Williams 1951-2014

Nie mam zamiaru rozpisywać się o tym kim był Robin Williams,bo to przecież oczywiste. Nie będę robiła listy najlepszych filmów z jego udziałem, bo konkurujące ze sobą stacje informacyjne i tak wiedzą lepiej (to miało zabrzmieć jak ironia). Pisać o jego niezwykłości nie trzeba, wystarczy zobaczyć w mediach reakcje świata na jego przedwczesną śmierć. Ta tragiczna wiadomość dopadła mnie przy śniadaniu, gdy nagle muzyka w radiu przestała grać a spiker ogłosił odejście legendy, po policzku mimowolnie spłynęła łza, by zaraz rozpętać prawdziwą histerię, zaczęło się od przeszukiwania informacji w internecie, potem w tv, w nadziei, że może to pomyłka... Przypomniało mi się jak będąc małą dziewczynką mama zabierała mnie do kina na filmy z Robinem Williamsem i za co go uwielbiam. Poniżej dzieła, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Ciekawe za jakie role Wy go najbardziej cenicie?

Hook (1991), Steven Spielberg


Zawsze miałam wrażenie, że Piotruś Pan jest filmowym alter ego Stevena Spielberga, a tworząc Hooka próbuje rozliczyć się z własnym dzieciństwem... No, ale nie o tym mowa... Żyjąc w przekonaniu, że Nibylandia istnieje naprawdę a Piotruś w każdej chwili może pojawić się w moim pokoju każda artystyczna wizja książki Barriego mogła zrujnować moje wyobrażenia. Jednak tak się nie stało, bo Spielberg z fantazją godną wielkiego twórcy odkrywa przed Nami magiczną krainę i wynosi na piedestał potęgę wyobraźni i rolę jaką pełni nasze "wewnętrzne" dziecko. Scen, które wzruszają do łez nie zdołam zliczyć, choćby ta, w której Rufio (Dante Bosco) uznaje wielkość Piotrusia, czy Piotruś żegnający się z Nibylandią... Trudno sobie wyobrazić co mogli pomyśleć producenci na wieść, że wiecznego chłopca ma zagrać facet, którego ręka nie różni się prawie niczym od ręki goryla. A jednak to on z tymi niesamowitymi iskierkami w oczach i niezapomnianym uśmiechem pozwolił mi uwierzyć, że każdy z nas może pozostać "wiecznym chłopcem". Steven nie żałował sobie, w Hooku podziwiamy plejadę gwiazd, zaczynając od Gwyneth Paltrow w roli młodziutkiej Wendy, Maggie Smith jako dorosłej Wendy, Dustin Hoffman- charyzmatyczny tytułowy Hook, niedawno zmarły Bob Hoskins jako przezabawny Smee, Julia Roberts- Dzwoneczek, popularna dziecięca gwiazda tamtych czasów Charlie Korsmo (Co z tym Bobem?)- syn Piotrusia i właśnie Robin Williams jako Piotruś Pan. Ponadto na ekranie możemy zobaczyć muzyka Phila Collinsa, George'a Lucasa czy Glen Close. 

Jumanji (1995), Joe Johnston


Kiedyś to było kino familijne! Kto nie widział w dzieciństwie Jumanji ten nie wie co to strach! Nie wiem dlaczego wiele osób mówi, że dzieci powinny mieć zakaz oglądania tego filmu. Ludzie! To tak jakby wpajać tym młodym istotom, że nie ma na świecie zła, wszystko jest idealne i dorastać w słodko-pierdzącym świecie a potem jak Phoebe Buffay z Przyjaciół odkrywać brutalną prawdę. Koszmary miałam, a jak! Przerażała mnie postać Van Pelta- kłusownika, nie mniej jednak od wiedźmy Urszuli z Małej syrenki, przez którą budziłam się w nocy z krzykiem. Robin Williams wciela się w Alana Parrisha, który odkrywa tajemniczą grę Jumanji, pewnego wieczoru grając z koleżanką zostaje wciągnięty przez planszę do dżungli. Po latach, uwolniony za sprawą dwójki rodzeństwa, próbuje wrócić do poprzedniego życia. W jednej z głównych ról możemy zobaczyć młodziutką Kirsten Dunst. 

Stowarzyszenie Umarłych Poetów (1989), Peter Weir


Zacznę chyba najbardziej przewidująco... Kapitanie! Mój Kapitanie! Chyba nie można sobie wyobrazić nikogo innego jako Johna Keatinga- pedagoga, który porywa serca uczniów niż samego Robina Williamsa. Nauczyciel otwiera oczy chłopcom, pełen pasji pozwala im marzyć o rzeczach przekraczających progi sztywnej, surowej szkoły. Wpaja im zasadę carpe diem, wolności i swobody artystycznej. Jednak nie jest to film mówiący jedynie o wzniosłych ideałach, gubiący się w meandrach naiwności, bo w końcu Keating przegrywa, nie mogąc przebić się przez zazdrosny, trzymający się zasad i konwenansów mur nauczycieli. Jego traktowanie indywidualizmu jako sacrum i totalnej wolności, przynosi ostatecznie odwrotny skutek od zamierzonego...

Fisher King (1991), Terry Gilliam


Absolutny majstersztyk twórcy Dwunastu małp. Wysnuta z rycerskich legend opowieść o nietypowej przyjaźni nietypowych ludzi. Jack Lucas (Jeff Bridges) jest znanym nowojorskim radiowcem. Po jednej z jego słynnych audycji słuchacz wpada do restauracji i zaczyna strzelać do ludzi. Jednym słowem rzeź. W konsekwencji przez swoje nieodpowiedzialne zachowanie Jack traci posadę i jak w dominie wszystko po kolei się sypie. I gdzie tu motywy rodem z Okrągłego Stołu??? Już wyjaśniam... Pewnego razu gdy Jack snuje się ulicami miasta omal nie ginie z rąk chuliganów, którzy biorą go za bezdomnego. Z opresji ratuje go dziwak- rycerski Parry (Robin Williams) i to dosłownie rycerski, gdyż żyje on w świecie błędnych rycerzy, dam serca i mitu o legendarnym świętym Graalu... Duet Bridges & Williams jest zjawiskowy. Jednak Jeff prawdziwy popis swoich umiejętności dopiero pokaże w Bigu Lebowskim (1998). Ale to co wyprawia Williams na ekranie!!! Nie pozostaje nic innego tylko pokornie schylić głowę i oddać hołd aktorowi. 

Buntownik z wyboru (1997), Gus Van Sant


Mężczyźni, których łączy przyjaźń, pamiętająca czasy dzieciństwa postanawiają podbić branżę filmową. Zostają aktorami i czekają na swoje wielkie role. Jednak sukces nie przychodzi. Niezrażeni niepowodzeniami postanawiają wziąć los w swoje ręce. Piszą scenariusz, później co bardziej upierdliwi będą wytykać, że fabuła prosta, przewidywalna, i w ogóle to nic odkrywczego, bo przecież sami też mogli taką historię wymyślić... Jednak nie wymyślili i dobrze im tak. Jak wiadomo napisanie scenariusza to dopiero wierzchołek góry lodowej, bo teraz rozpoczyna się zabawa. Czekanie na skierowanie go do produkcji kilka lat, znalezienie reżysera,obsady, a jak wiadomo, bez znanego nazwiska nikt nie weźmie w ciemno scenariusza dwóch nikomu nieznanych śmiałków, problem ze studiem, zapewnienie sobie głównych ról, wszak marzyli o byciu aktorami, grzechem byłoby nie negocjować, można jedynie zyskać... Pomyliłam filmy? Nie, nie, nie, przytaczam jedynie historię realizacji Buntownika z wyboru, która jest niemniej ciekawa od dzieła Van Santa. Skoro już wiemy jak to było przejdźmy dalej. Matt Damon i Ben Affleck dzięki swojemu uporowi i niezłomności stawiają na swoim. Robin Williams przyjmuje rolę Seana Maguirea, a skoro już w ekipie jest taki aktor z resztą nie będzie problemu. Stellan Skarsgard jest profesorem Lambeau, który odkrywa talent głównego bohatera Willa Huntinga, w którego wciela się Matt Damon, Minnie Driver jest zaś wybranką serca Willa- Skylar, a Affleck zapewnił sobie rolę jego kolegi. Kto odrzucił scenariusz w przedbiegach może sobie pluć w twarz... Will to typowy twardziel, a raczej chcący za takiego uchodzić, sprząta, wykonuje drobne prace fizyczne i jest z tego na pozór zadowolony. Okazuje się, że jest geniuszem, ale jak na buntownika przystało ma to gdzieś, pozbawiony ambicji, żyje w swym świecie otoczony kokonem. Problemy z prawem prowadzą go na kozetkę do psychologa Maguirea, który z czasem buduje jego zaufanie i odkrywa w nim zlęknione dziecko, bojące się życia i miłości. Film zaowocował Oscarem dla Damona i Afflecka za scenariusz i za rolę drugoplanową dla Robina Williamsa, który przechodzi sam siebie.

Przebudzenia (1990), Penny Marshall


Doktor Malcolm Sayer- postać wzorowana na autentycznej (Robin Williams) zaczyna pracę na oddziale dla osób pogrążonych w katatonii, tu gdzie nadzieja umarła i nikt nie daje szans na powrót do świata. Jednak ten nie daje za wygraną i wynajduje lek, który powoli "ożywia" chorych. Jego królikiem doświadczalnym staje się Leonard Lowe (Robert De Niro), który od 30 lat pogrążony jest w śpiączce. Dzięki jego zachwycającym postępom kolejne osoby się budzą. Pogrążeni we własnym świecie, często od kilkudziesięciu lat muszą stawić czoła nowej rzeczywistości, która może być zbyt przytłaczająca. Z czasem zaczynają się problemu i trudne dylematy. Na planie oko w oku spotykamy dwóch wybitnych aktorów. Doskonały De Niro,choć ma lepsze role w swoim dorobku,ale tu mowa o (lub prawie) geniuszu, ekranowym zwierzęciu (którego magnetyzm wydaje się ostatnio mniej oddziaływać...). Robin Williams w roli neurologa wcale nie wydaje się być przyćmiony silną osobowością Roberta i wychodzi z tej konfrontacji zwycięsko. Panowie poważnie podeszli do tematu, z racji tego, że historia opiera się na faktach, postanowili odbyć rozmowy z Sacksem- filmowym odpowiednikiem Sayera, przestudiować jego filmy, prowadzone podczas badań nad katatonią. Melodramat napisało, więc samo życie.

Pani Doubtfire (1993), Chris Columbus


Aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze kilka miesięcy temu, wszyscy emocjonowali się na wieść o drugiej części historii o Danielu Hillardzie, lekkoduchu, wiecznym chłopcu, który po rozstaniu z żoną, z miłości do dzieci przebiera się za kobietę by móc jako gosposia częściej przebywać z nimi. Jest to chyba ulubiona kreacja filmowa Robina przez dzieci. I trudno się nie zgodzić, ponieważ to już klasyka i sztandarowe dzieło kina familijnego. Czego jako pani Doubtfire on nie robi? Tańczy z odkurzaczem, podpala sobie sztuczny biust, jeździ w stroju kobiety na rowerze... Jego desperacka walka o kontakt z dziećmi jest tak przejmująca, że w końcowych scenach zapominam, że to komedia i wzruszam się jak na typowym dramacie. Jest to chyba jeden z najcieplejszych filmów, do których z nieukrywaną radością powracam co jakiś czas. 

*pics tumblr

1 komentarz:

  1. Ja również ze smutkiem i poczuciem wielkiej straty odbieram przedwczesne odejście Robina Williamsa. Bardzo trudno mi pogodzić kreowane przez niego role, z wyborem jakiego dokonał, nawet jeśli był to wybór w stanie ciężkiej choroby.
    Moi faworyci, w galerii omówionych tu z wdziękiem filmów, to Stowarzyszenie Umarłych Poetów i Fisher King:)
    Twoje wspomnienie o wybitnym aktorze czyta się z przyjemnością. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń