04.06.2014

Powstanie Warszawskie 2014

Ciężko pisać o Powstaniu z dzisiejszej perspektywy, trudno ocenić go jako film fabularny. Rodzima produkcja non-fiction to ewenement na skalę światową. 6 godzin kronik z Powstania Warszawskiego, pół roku pracy, tysiące godzin poświęconych koloryzacji i rekonstrukcji, współpraca z varsavianistami, historykami, urbanistami, konsultantami ds. ubioru, militariów, architektury, 1200 ujęć to tylko nieliczne dane dotyczące filmu i pracy, jaką włożyli w to dzieło twórcy. W rezultacie otrzymujemy prawie 90 minut obrazu, który dosłownie wbija nas w fotel. Nigdy wcześniej w kinie nie spotkałam się z ciszą...Szeleszczące papierki po chipsach, odgłos przeżuwanego popcornu, siorpanie coli... I co? I nic, dosłownie nic, spokój. A przecież każdy z nas miał już wcześniej do czynienia z dokumentem, krwawe zdjęcia w filmach uczyniły z nas zombie, które beznamiętnie przyglądają się podrzynaniu gardła, a tu na próżno szukać scen pełnych akcji, dobrze znanych z Szeregowca Ryana. Mimo to z każdą minutą tętno zaczyna coraz bardziej przyspieszać, łzy lecą po policzku i zaczynasz sobie zdawać sprawę, że oglądasz na ekranie ludzi, którzy minutę później mogli już nie żyć. Taki efekt zawdzięczamy właśnie koloryzacji postaci, które nagle z czarno-białych zakamarków historycznych archiwów nabierają życia i już nie są czymś odległym. Odzyskują głos, przeszywają nas wyraźnym wzrokiem i są nam bliżsi niż kiedykolwiek mogliby być. Śledzimy ich losy za sprawą dwóch fikcyjnych postaci Karola (Michał Żurawski) i jego młodszego brata Witka (Maciej Nawrocki), którzy dokumentują Powstanie na polecenie Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej. Za tumanami kurzu i gruzu życie mieszkańców wygląda dość zwyczajnie, nie widzimy wojennych obrazów, walk, strzałów, dziewczęta nieśmiało uśmiechają się do kamery. Czyszczenie broni, ładowanie amunicji, przeplata się z gotowaniem zupy,weselem, zabawami dzieci. Bracia proszą nawet o zainscenizowanie kilku akcji na potrzeby ich filmu. Codzienność mieszkańców okupowanej stolicy-tak wygląda pierwsza część obrazu. Potem nagle wszystko się zmienia, a my oglądamy na ekranie zbiorowe mogiły, prawdziwe mogiły. Pogrzeby ludzi, których być może widzieliśmy na samym początku. Bezbronne dzieci, które chwile temu ogrywały wojenkę, sięgają po broń i oddają swoje życie... Tak, chyba to jest ten moment, gdzie człowiek nie panuje nad emocjami i płacze, widząc, jak uchodzi powietrze z młodej osoby... Warszawa zaczyna odsłaniać swoje prawdziwe oblicze, wygląda jak postapokaliptyczny obraz po wybuchu broni jądrowej. Ruiny, stosy trupów... Chwilowe zawieszenie broni, by pozbierać ciała kolegów i nabrać powietrza, by znów stanąć do walki... Owszem, jest kilka rzeczy, które nie do końca mnie satysfakcjonują. Kwestia fikcyjnych braci... Oczywiście jest to pokierowane próbą ułożenia w jedną całość filmu i nadania mu sensu, większość młodych widzów, a śmiem twierdzić, że szkoły licznie wybrały się do kina, najzwyczajniej nie dałyby rady obejrzeć w skupieniu całości. Narracja jest dość sztuczna, z czasem zaczyna brzmieć bardziej naturalnie, lecz mimo to nie mogę zapomnieć, że to tylko aktorzy i nie pasuje mi to do końcowego efektu. Jednak trzeba mieć na uwadze, że autorzy zrobili film fabularny, gdzie główny bohater odgrywa znaczącą rolę. Powstanie Warszawskie składa hołd wszystkim operatorom, dla których najważniejsze było przekazanie prawdy i którzy jak żołnierze narażali własne życie. Może właśnie dlatego czuję, że zasługiwali na więcej uwagi, bo to dzięki nim możemy dziś zobaczyć ten wyjątkowy film, a zastąpienie ich dwoma wymyślonymi postaciami jest zignorowaniem tak ważnego faktu. Po raz pierwszy od dawna nie grzęźniemy w historycznej martyrologii, która była naszą domeną. Film nie ocenia, nie zadaje pytań. Nie szuka winowajców i nie kreuje herosów. Oglądając Niemców, którzy trafili do niewoli, nie biję braw, czuję współczucie, tak zwyczajnie, po ludzku. Powstanie pokazuje wojnę taką,jaką jest, z bezsensownymi ofiarami, z ludźmi, którzy często z niewłasnej woli znajdowali się na polu bitwy z tymi, którzy mieli głębszy cel i misję do spełnienia. Słychać już głosy odnośnie Oscarów, nadal nie wiadomo w jakiej konkurencji miałby startować film: nieanglojęzyczny czy dokument. Trudny orzech do zgryzienia. Jednak najważniejsze jest to, by miał jak największy zasięg i dotarł do szerszego grona. To seans obowiązkowy.





*korekta Magdalena Głowacka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz