18.09.2013

inspirations...houndstooth

Dirk Bogarde
Rachel Zoe Fall Winter 2013
Balmain
The Hound of the Baskervilles
Rag & Bone Fall Winter 2013
Isabel Marant AW 2013
Tommy Hilfiger Fall Winter 2013
Christian Dior Pre-Fall 2013


*pics: tumblr

17.09.2013

Francuskie kino IV. Prête-moi ta main, Ils se marièrent et eurent beaucoup d'enfants

Francuskie komedie romantyczne mogą jedynie równać się z amerykańskimi z lat 50. i 60. lub z udziałem Meg Ryan lub Toma Hanksa (najlepiej ogląda się ich razem na ekranie). Nie wiem czy Francuzi posiedli magiczną recepturę na udany film komediowy, ale jest to niezaprzeczalny fakt. Z racji tego, że jestem frankofilem (ciekawe ile jeszcze razy o tym wspomnę...) kino najpiękniejszego języka na świecie znam od podszewki. Zbliżają się jesienne długie wieczory (całe lato czekam aż nareszcie przyjdą te deszczowe dni-to nie sarkazm). A co taka osoba jak ja uwielbia robić o tej porze dnia? Śmieszne pytanie, wiem. Oglądać filmy!!!! (nie tylko o tej porze...).
Oprócz sprawdzonego repertuaru (Louis de Funes, Charlie Chaplin, James Dean...) sięgam zawsze po współczesne kino francuskie
(zabrzmiało jak reklama), nigdy nie zawodzi i poprawia mi nastrój w melancholijne jesienne dni.


Pierwszy film, który polecam to Prête-moi ta main (2006,w Polsce znany jako Układ idealny, choć w wolnym tłumaczeniu to "pożyć mi swoją rękę"- naprawdę czasem nachodzi mnie myśl - o co im chodzi z tymi tytułami?!) Erica Lartigau. Przeurocza komedia o wiecznym Piotrusiu Panie. Naszym Piotrusiem jest nie kto inny jak Alain Chabat (uwielbiam go!). Skąd go znacie? Skąd? No jak to? Z RRRrrrr!!!! (2004), gdzie reżyserem i współscenarzystą jest...Alain Chabat! Gra w nim Pierrea (ten od psa). Znów mała dygresja... Wracając do tematu...Mamy Alaina Chabata, który wciela się w Luisa Costę. Pracuje w firmie kosmetycznej, gdzie jest "nosem", zarabia mnóstwo pieniędzy, żyje od romansu do romansu. Mieszka sobie w wygodnym mieszkanku, wiedzie ustabilizowane życie bez jakichkolwiek zobowiązań. Ma wszystko podawane na tacy, o jego komfort i dobre samopoczucie troszczą się siostry i matka, która po śmierci męża przejęła rolę "Ojca Chrzestnego". Mamy, więc do czynienia z matriarchatem, gdzie nawet zięciowie pozostają bezimienni. Jednak wiadomo, że nic nie trwa wiecznie... Rodzina ma dość infantylengo Luisa i postanawia mu znaleźć żonę...Wieczny chłopiec przerażony wizją małżeństwa postanawia podjąć radykalne kroki...W jednej z głównych ról zobaczycie Charlotte Gainsbourg.


Kolejny film to Ils se marièrent et eurent beaucoup d'enfants (2004, dosłownie "pobrali się i mieli dużo dzieci", u nas: I żyli długo i szczęśliwie co akurat wspólgra z francuskim tytułem). Reżyserem i scenarzystą filmu jest Yvan Attal prywatnie mąż Charlotte Gainsbourg, która w filmie gra żonę...Yvana Attala. Gabrielle (Charlotte Gainsbourg) i Vincent (Yvan Attal) to małżeństwo z pozoru idealne. Mają synka, własne mieszkanie, niezależność finansową, spokojną pracę. Vincent ma dwóch kumpli: Freda (Alain Cohen) i Georgesa (Alain Chabat!). Wszyscy mają sporo po 30., Fred jest kawalerem, szukającym swojej drugiej połówki, Georges przechodzi piekło przez swoją żonę feministkę (genialna Emmanuelle Seigner) i marzy o tym by żyć jak Fred, Vincent to cicha woda, okazuję się, że ma kochankę i nie jest w stanie dokonać wyboru miedzy nią a żoną. Gabrielle nie ufa "ślepo" mężowi i szybko odkrywa prawdę. Z początku załamana czym prędzej zaczyna wracać do normy. W pewnym sensie daje przyzwolenie Vincentowi na tą podwójną grę. Sama też zaczyna rozmyślać o tajemnicznym nieznajomym (Johnny Depp) spotkanym w sklepie z płytami (boska scena, gdy tych dwoje słucha piosenki Creep zespołu Radiohead!!) i przeprowadzce za miasto...Zwróćcie uwagę na pierwszą i ostatnią scenę. Oczywiście interpretujcie to jak chcecie, ale tak jakby ktoś nie miał pomysłu...Na samym początku mamy do czynienia z gierkami małżeńskimi, taka szczypta pikanterii, w ostatniej wyobrażenia/fantazje (?) Gabrielle, i zdanie wypowiedziane po napisach końcowych "Mama i tata pobrali się i żyli długo i szczęśliwie". Czy to zabarwiona ironią prawda o związkach, kryzysach wieku średniego, coraz szybciej gnającym światem etc... W każdym szaleństwie jest metoda, może to sposób na udany związek we współczesnej erze profili społecznościowych i narastającym narcyźmie, gdzie trudno zaspokoić własne ego, nakładając z czasem większą ilość gombrowiczowskich gęb. Może monogamia to złudzenie, a kłamstwo lepsze od prawdy wypowiedzianej prosto w oczy? Czy rodzice Vincenta (Anouk Aimée i Claude Berri) to przykład idealnego małżeństwa? Hinduska para to próba naigrywania się z "burżuji"? Chcecie wiedzieć? Zobaczcie.


*korekta Magdalena Głowacka
*pics tumblr