13.07.2013

Francuskie kino III. Kogo dzisiaj podglądamy?

Nie powinnam zaczynać od jednego z najnowszych filmów François Ozona, ale jak o czymś intensywnie myślę to szybko muszę się z kimś tym podzielić. Już jakiś czas temu miałam przyjemność obejrzeć U niej w domu (Dans la maison, 2013), który powalił mnie na kolana, a to rzadko ostatnio się zdarza przy projekcjach Ozona. Przyszedł w odpowiednim momencie, ponieważ już zaczynałam tracić nadzieje w umiejętności Francuza...


Okropna ze mnie filmowa gaduła. Naturalnie mogłabym opisać/ zrecenzować Wam film i byłoby po krzyku. Jednak ja tak nie potrafię i uwielbiam utrudniać sobie życie. Cofnijmy się w czasie... Zakochałam się w François Ozonie, gdy po raz pierwszy ujrzałam Basen (2003) z cudowną Charlotte Rampling i Ludivine Sagnier. Jak to mam w zwyczaju, długo nie trzeba było czekać bym zapoznała się z cała twórczością (oj może nie z całą, ale większość znam, lubię wyolbrzymiać...) francuskiego reżysera. 8 kobiet było moim osobistym odkryciem (zapewne w niekrótkim czasie pojawi się opis), jest chyba najczęściej oglądanym przeze mnie filmem Ozona, te piosenki, aktorki, kreacje...Rewelacja! Czas, który pozostał (Le temps qui reste 2005) chciałam zobaczyć dla mojej ulubienicy Jeanne Moreau. Film przez wielu niedoceniony, mroczny, trudny. Przemijanie, śmierć, samotność francuski reżyser (zresztą jak w wielu filmach) ukazuje w piękny, minimalistyczny sposób, pozostawiając pole swym artystycznym talentom. Polecam doskonały Sitcom (1999), dobry 5x2, świetna również jest Jednoaktówka z 2006 roku...i nagle przyszedł rok 2009 a wraz z nim Ricky...za co nominacja do Złotego Niedźwiedzia to do dziś się zastanawiam... Pomysł dobry, ale narracyjny chaos to 90 minut męczarni. Pozostał mi niesmak i dezorientacja...Kończę już mój przydługi wstęp, a teraz same "ochy i achy".


Wystarczył mi trailer bym nabrała apetytu na U niej w domu. Nie mogłam doczekać się premiery, a kiedy usłyszałam, że Ozon znów święci triumfy, moja cierpliwość wystawiona została na próbę. Udało mu się zaprosić do udziału w filmie doborowe towarzystwo: Fabrice Luchini ( tak go uwielbiam, że będe "zmuszona" zrobić o nim osobny post), Kristin Scott Thomas, Emmanuelle Seigner i Ernst Umhauer ( "świeża" twarz we francuskim kinie i do tego jaka intrygująca). Nawet osoby nieprzepadające za twórczością spadkobiercy Nowej Fali muszą przyznać mi rację, że ten film pozostawia widza pod silnym wrażeniem. Minął ponad miesiąc od kiedy go zobaczyłam, a serce nadal mi bije jak oszalałe...magia kina...magia Ozona. Jest adaptacją sztuki Hiszpana Juana Mayorgi "El chico de la ltima fila". W 2012 roku François Ozon otrzymał Złotą Muszlę za najlepszy film na festiwalu w San Sebastian. Uzyskał nominacje do Cezarów w najważniejszych kategoriach, m.in. Najlepszy aktor Fabrice Luchini, Najbardziej obiecujący aktor Ernst Umhauer.


Nowy rok szkolny, kolejne monotonne, przewidywalne wypracowania, nic nadzwyczajnego, banda gamoni, pozbawiona wyobraźni oddaje swe arcynudne wypociny...Germain (Fabrice Luchini) zrezygnowany nauczyciel francuskiego, który pragnie "zaszczepić" nadaremnie w młodzieży miłość do literatury zasiada do sprawdzania esejów na temat ich weekendu, pośród steku bzdur odnajduje..."zapach kobiety klasy średniej"... Autorem nieprzyzwoicie bezczelnego dzieła jest Claude Garcia. Nauczyciel- niespełniony pisarz, z ogromną wiedzą literacką odkrywa w uczniu niezwykły talent. Od tej pory zaczyna się gra, gra, w której nie ma reguł jest tylko słowo i wyobraźnia... Razem z żoną Jeanne (Kristin Scott Thomas), pracującą w galerii sztuki dają się wciągnąć w fascynującą intrygę...


Cieszy mnie niezmiernie fakt, że dzieło Ozona zyskało uznanie i popularność. Reżyser w dobie sprowadzania wszystkiego do krótkich dialogów i nacisku na obraz, nie robi sobie nic z tego i serwuje nam film, który jest przepełniony słowami. Słowo tak ważne, tak lekceważone. Upraszczanie, ignorowanie... Zauważyłam, że od kilku lat ludzi interesuje zwyczajność. Obraz odgrywa tu miażdżącą rolę, ludzie spłycają życie, nie pozostawiają pola wyobraźni, nie czytają książek, oglądają ogłupiające filmy... Postać Claude'a przypomina trochę przedstawicieli poètes maudits na czele z Rimbaudem, zbuntowanym, dekadenckim. Nie można oprzeć się wrażeniu, że nie bez powodu szkoła jest imienia Gustave'a Flauberta, jednego z największych francuskich pisarzy. Przez cały film krąży jedno z opowiadań Flauberta Un cœur simple, Germain wiele razy powowłuje się na niego, tłumacząc Claudeaowi, jak ma pisać. Dochodzimy w końcu do tego, gdy rzeczywistość zaczyna się mieszać z fikcją jak w Madame Bovary. Esther Artole (Emmanuelle Seigner) opisywana przez ucznia kobieta ze średniej klasy to Emma Rouault, choć w przeciwieństwie do literackiej bohaterki ta wybierze zwyczajną prozę życia.


Wspomniałam już, że Claude przypomina trochę Rimbauda, ale nie można go całkowicie porównać do francuskiego poety. Jest takim młodym odpowiednikiem Germainea (choć mam przeczucie, że Ozon w jakiś sposób sam też odnajduje się w Claudzie). Ostatnia ławka to symbol, który łączy dwie postacie. Na samym początku filmu oglądamy zebranie szkolne, Germain siada na końcu sali, tak samo jak Claude. Są indywidualistami, obserwują wszystkich, sami pozostając w ukryciu (przecież to oczywiste, że to najlepsze miejsce w klasie). Jednak Germain wydaje się być bardziej "na uboczu". To on jest przeciwny wprowadzeniu mundurków w szkole, gdy Claude pragnie przynależeć do grupy. Jednak nie do grupy w naturalnym pojęciu. Pochodzi z patologicznej rodziny, mieszka z kalekim ojcem w małym mieszkaniu, poszukuje korzeni, miejsca, gdzie mógłby odnaleźć "spokojną przystań". I odnajduje ją, wybiera... Jest to rodzina kolegi ze szkoły- Raphy. Pod pretekstem korepetycji z matematyki, "bo przecież każdy ma trudności z matematyką" "wchodzi z butami" w życie rodziny Artole.


Ozon robi ukłon w stronę starego kina. Wystarczy kilka minut by zauważyć analogię do Okna na podwórze (Rear Window, 1954) Alfreda Hitchcocka. Bohater bezczelnie zagląda w okna, tworząc własne historie. Radość, euforia przeplata się ze smutkiem, tragedią, i tak każdego dnia, obok nas, na przeciwko Naszych okien. Czy życie jest doprawdy monotonne i nudne? Claude swe smutne i pozbawione dramatu istnienie (a dramat odgrywa tu ważną kwestię) przyprawia solidną dawką wrażeń. Czy to wszystko dzieje się jedynie w jego umyśle? Claude to pisarz, Germain dobrze o tym wie i jest pod silnym urokiem chłopca, choć na początku podchodzi do niego z rezerwą. Wystarczy chwila by Claude stał się zepsutym do szpiku kości twórcą, jednak on taki jest, jego zachowanie nie pozostawia złudzeń. Nauczyciel, sam nie zaspokoiwszy swych literackich ambicji widzi w Claudzie swe odbicie. Przez Germaine'a przemawia narcystyczna natura, wybujałe ego?? Hm...Nie sądzę choć po części może to stanowić źródło dalszych problemów. W jednej ze scen nauczyciel czyta z podekscytowaniem żonie kolejne fragmenty powieści swego ucznia. Jeanne jako artystyczna natura zapewne bardziej wyzwolona i tolerancyjna pyta się go wprost czy nie zakochał się w Claudzie. Ewidentnie mamy tu do czynienia z homoerotyczną fascynacją. Jednak jest ona jednostronna. Chłopak pochłonięty jest obsesją do "najnudniejszej kobiety na świecie-Esther". W makiaweliczny sposób realizuje swój plan, relacja nauczyciel- uczeń zostaje zachwiana. Namawia Germaina do popełnienia czynów, za które grozi mu zwolnienie z pracy. Zwykłe opowiadanie, które nawet nie miało mieć końca, staje się dziełem życia Claude'a...i Germaina. Pospolita rodzina Artole, której dotychczasowe życie nie różniło się niczym od reszty "banalnych Kowalskich" staje w centrum wydarzeń, walki o każde słowo, każdą emocję. Niespełniony pisarz do tej pory biernie przyglądający się poczynaniom swego ucznia zaczyna brać czynny udział w każdym "akcie ludzkiego dramatu". Nie wiemy już czy na naszych oczach rozgrywa się prawdziwa tragedia, czy są to tylko urojenia twórcy. Liczy się dzieło, pełne dramatycznych chwil, rodzina Artole była inspiracją, która zapoczątkowała prawdziwą katastrofę...



*korekta Magdalena Głowacka
*pics tumblr