15.06.2013

My style icon. David Bowie.

Mój tato był załamany. Uczęszczałam do szkoły baletowej, jej atmosfera, pełna kultury i sztuki wszak powinna mnie zachęcać do artystycznego rozwoju...miałam tylko 3 lata i jedyne co rozumiałam w tamtym wieku to DISCO POLO! Po każdych zajęciach zatracałam się w dzikich pląsach, wielbiłam Antka Szprychę, Shazzę...Na nic zdawały się zapewnienia mamy, że z tego wyrosnę. Już miał mnie spisać na straty, gdy nieoczekiwanie wkroczyłam w OKRES ABSTRAKCYJNY.
Miałam 5 lat, on był dużo starszy ode mnie, nie przeszkadzało mi to... Jednak pojawił się pewien problem i to dość znaczący...Jareth był królem Goblinów...


Dlaczego OKRES ABSTRAKCYJNY? Zaraz wszystko się wyjaśni...Jareth był kultowym bohaterem, nie mniej kultowego Labiryntu (1986) Jima Hensona. Do tego stopnia mnie zaintrygował, że postanowiłam dowiedzieć się, kim jest ten fascynujący człowiek.
Córka marnotrawna wróciła do łask ;). Tato przyjął mnie z otwartymi rękami i szybko zaczął nadrabiać moją edukację muzyczną.
Okazało się, że David Bowie jest równie pociągający co odgrywany przez niego król.
Weszłam właśnie w czas, w którym zapragnęłam stać się ARTYSTĄ- MALARZEM. Dziś może święciłabym triumfy gdyby nie fakt, że jestem totalnym beztalenciem.
Załamana chciałam wrócić do dawnego życia, lecz tato, który odnalazł we mnie swą bratnią duszę, pokazał mi jak wiele barw ma sztuka i na czym polega abstrakcja. Otworzył mi oczy na współczesnych artystów i zachęcił do wyrażania siebie w sposób niekonwencjonalny. David Bowie okazał się lekiem na całe zło.
Był Artystą. Pokochałam go bezgranicznie. Zainteresowały mnie jego przemiany i to jak łatwo można kreować siebie wciąż od nowa...

                   David Bowie photographed by Herb Ritts.

Bowie jest niejednoznaczny, nieokreślony. Jest kreatorem, który stał się własnym przedmiotem badań. Nigdy nie chciał być jednym spośród wielu. W okresie gdy zaczynał swą podróż na rynku muzycznym istniał perkusista The Monkees Davy Jones, David Jones to natomiast prawdziwe nazwisko Bowiego, który celowo zaczął występować pod innym by nie mylono go z muzykiem. Życie traktuje jako osobistą drogę twórczych poszukiwań. Jest dzieckiem, które za każdym razem nie może nadziwić się niezwykłością Świata.
Pochodzi z Wielkiej Brytanii, lecz jego androgeniczna sylwetka, zmienny i undergroundowy styl, pełen magnetyzmu, na myśl przywodzi mi niezależnego, nowojorskiego artystę rodem z lat 70/80. Po dzień dzisiejszy inspiruje świat mody, wielcy projektanci nie mogą się nadziwić jego wspaniałością i kreatywnością. Ziggy Stardust, Thin White Duke...wszystkie wcielenia Davida zyskiwały status kultowych. Łatwo sobie wyobrazić, że z taką charyzmą długo nie musiał czekać by świat filmowy upomniał się o niego. I tu, także święcił triumfy jako: Piłat w Ostatnim kuszeniu Chrystusa (1988) Martina Scorsese (numer jeden dla mojego taty), John Blaylock w Zagadce nieśmiertelności (1983) Tony'ego Scotta (to nie jest film dla dzieci! kiedyś nie było takich ostrzeżeń i ten film obejrzałam o kilka lat za wcześnie ;)), Andy Warhol w Basquiat - Taniec ze śmiercią (1996) Juliana Schnabela...David Bowie traktuje na poważnie słowa swego rodaka Szekspira "Świat jest teatrem, aktorami ludzie (...)". Aktor, kameleon, z łatwością przeistacza się w kolejne role, jego styl jak on sam jest zmienny i niedopowiedziany.



*pics:tumblr
*korekta: Magdalena Głowacka










14.06.2013

My style icon.

Nie rozumiem dzisiejszego podejścia do wyrażenia IKONA STYLU.Pierwsza lepsza osoba może się nią stać.
Co sezon w Polsce ( i nie tylko) mamy wysyp nowych (ikon stylu naturalnie), ludzie masowo je naśladują. No właśnie...Jaki styl?? Co oznacza styl?? Jak łatwo szastać pewnymi pojęciami bez głębszego zrozumienia...Jest to ignorancja i totalna niewiedza. Dla przykładu: w latach 60., w swingującym Londynie rządziła Twiggy, niepowtarzalna, oryginalna (jejku te jej wieeeeelkie oczy)...dziś wystarczy pojawić się w serialu na 5 minut, by stać się objawieniem (tjaaa chyba kolejnym wcieleniem Dalajlamy...*-*) i zostać okrzykniętym...no kim? (Ha!) Ikoną mody!
To nie tak, że bardzo idealizuję przeszłość, ale współcześnie żyjemy w pewnym zastoju, mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, potrzebujemy wciąż nowych doznań, wciąż nowych stylowych ludzi...szybko się nudzimy, więc równie szybko wymagamy IKON. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć młode osoby, które robią na mnie nieprzeciętne wrażenie. Ze stylem się rodzisz i albo go masz,albo nie i już.
Żadna stylistka, PR-owiec nie jest w stanie uczynić z Ciebie Audrey Hepburn. Dla mnie zawsze chodziło o osobowość i sposób w jaki żyjemy, tworzymy siebie, to składa się na STYL. Ładne ubranie nie wystarczy by zaistnieć w świadomości ludzi (w mojej na pewno nie). Styl to klasa, łamanie reguł i tworzenie nowych, życie według własnych zasad i nieprzejmowanie się opinią reszty. Jednak jest jeszcze coś, ten czynnik x, ten boski pierwiastek, który zdarza się tylko nielicznym...
Ogłaszam zatem nowy cykl na blogu, w którym poznacie moje ikony stylu. :) Już wkrótce pierwsza odsłona. Zapraszam!









pics tumblr

*korekta: Magdalena Głowacka

10.06.2013

James Dean. Fairmount. (część 2.)

Dotarliśmy do roku 1940, który nakreśli przyszłą drogę Deana...
Mildred w ostatnim czasie podupadła na zdrowiu, częściej przebywała w swoim pokoju niż towarzyszyła Jimmiemu podczas wspólnych zabawach. Chłopiec stawał się podejrzliwy, marazm był szalenie niepokojący...
Jednak strach opanował serce malca na dobre, gdy na twarzach rodziców zobaczył wyraz przerażenia i niemocy...Tak, Mildred Dean miała raka. Światło matki gasło każdego dnia coraz bardziej. Zdesperowany James prowadził rozmowy z Bogiem, dokonywał wielu przyrzeczeń by zachować matkę przy życiu. Jeszcze bardziej nasiliły się koszmary senne. Nokaut nastąpił wraz z przybyciem babci - Emmy Dean.
Jej przyjazd pozbawił go doszczętnie złudzeń, to już było pewne na nic zdadzą się prośby i umowy. Mildred umierała na oczach Jamesa, osoba, która go stworzyła na własne podobieństwo, odchodziła z jego życia na zawsze...Chłopiec czuł się winny, tyle razy przecież złorzeczył na nią, a teraz jego groźby się urzeczywistniają. Czy to przez niego Mildred odchodzi? Zapewne będzie tak sądzić do końca swych dni.
I to będzie stanowić jego główne źródło buntu...,ale nie do końca. Tak, jak ostatnio wspomniałam, James wchodzi w wiek, w którym potrzebuje kontaktu z ojcem. W tak ciężkich chwilach ich więź mogłaby stać się niesamowicie silna, jednak nigdy do tego nie dojdzie...

    Rebel Without a Cause (1955, Nicholas Ray) źródło zdjęć

Światło Mildred zgasło. Co z Deanem? Babka zadecydowała za niego. Przeprowadzka do Fairmount w Indianie, w rodzinne strony matki. Winton pragnął zatrzymać syna przy sobie, lecz Emma Dean była nieustępliwa i postawiła na swoim. Kolejny raz odrzucony i to przez swojego ojca. James nie mógł się pogodzić, że ten nie walczył dość mocno o niego i w taki łatwy sposób porzucił go na pastwę losu tak naprawdę obcym ludziom.
Natłok zdarzeń występujacych jedno po drugim przytłoczyły Wintona, zrobił to, co w danej chwili uważał za słuszne...
Fairmount, malownicze miasteczko pośród pól kukurydzy. Miejscowi mówią, że to dobre miejsce na wychowanie dzieci, kraina, do której się wraca by nabrać sił na dalszą drogę. W owym czasie do mieściny prowadziły dwie drogi: autostrada i kolej (dziś z racji niesamowitej popularności zapewne można dotrzeć tam z każdej strony). James siedział w jednym z wagonów zanurzony we własnych myślach, miał chwile, gdy wydawało mu się, że matka żyje, przecież jedzie tym samym pociągiem...Razem jadą odkryć nieznane...Ciało Mildred Dean spoczęło w Fairmount w Park Cemetery.


" W tym chłopcu było coś, co trudno spotkać u innych chłopców "- powiedział właściciel szkółki ogrodniczej w Fairmount, którego łączyło z Jamesem podobne poczucie humoru. Mężczyzna dobrze znał rodzine Deanów, cieszyli się powszechnym szacunkiem, słynęli z umiejętności opowiadania ciekawych historii, każdy wyróżniał się jakimś talentem. Niestety, prowadzenie farmy nie szło im najlepiej. James był drobnym dzieckiem, o dziwnym i przenikliwym spojrzeniu. Jego oczy - jak mawiała Adeline, nauczycielka z kółka teatralnego - potrafiły ukazać idealne wrażenie, były czynnikiem, który go wyróżniał na tle pozostałych, nimi ukazywał swe cierpienie. Jego sylwetka była zawsze zgarbiona, wyraz jego twarzy smutny, głowę miał lekko pochyloną - wyglądał jakby na swoich plecach niósł krzyż, krzyż doświadczeń.
Ta poza będzie potem masowo powielana przez rozhisteryzowaną rzeszę fanów. 
Pojawił się problem. Gdzie mały Jimmy ma zamieszkać? U dziadków było mało miejsca, całej rodzinie od strony matki i ojca nie powodziło się najlepiej. Dziecko to odpowiedzialność, trud wychowania. Siostra matki - Ortense podjęła się wyzwania. Dla wujostwa Winslowów była to ogromna radość, chcieli go wychować jak własnego syna. I tak James Dean dołączył do obsady, składającej się z ciotki Ortense i jej męża Marcusa (była jeszcze Joan - córka Winslowów, potem urodził się Marcus Junior). Trudno było do niego dotrzeć, z każdą próbą zbliżenia się, wujkowie napotykali mur. W początkowym okresie "nowi rodzice" byli niezwykle życzliwi, zamienili nawet własną sypialnię na pokój dla chłopca. Robili wszystko by zaspokoić jego potrzeby i wynagrodzić trudne przeżycia. Marcusowi marzyły się sukcesy sportowe Jamesa. Oczyma wyobraźni widział, jak chłopak staje się gwiazdą baseballu, koszykówki...Co poniekąd okaże się prorocze. Z czasem stawali się sobie coraz bardziej bliscy, jednak Dean nie był w stanie otworzyć się przed nikim, co potęgowało jego samotność.
Problemem był on, ten który skazał matkę na śmierć, który w momentach szału i złości wypowiadał najgorsze myśli...

    James na motorze, ok.1940, zdjęcie sąsiada, mieszkającego obok rodziny Winslow. źródło zdjęcia



Koniec części 2.  

*korekta: Magdalena Głowacka