29.05.2013

Francuskie kino II.

Komedie francuskie te sprzed 30, 40 lat to piękne wspomnienie dzieciństwa, gdy z zapartym tchem śledziłam losy czołowych komików Francji. Fabuła była inteligentna i szalenie zabawna. Tak, ZABAWNA, DOWCIPNA, choć brzmi to banalnie to czemu dzisiejsze komedie (i kabarety) tak nie bawią??? Większość współczesnych scenariuszy bazuje na sprawdzonych gagach( jakbym oglądała bez przerwy ten sam film), powiela żarty a poziom zażenowania przkracza normy... Dawno, dawno temu jeden z najśmieszniejszych i najbardziej uroczych ludzi świata- Louis de Funes odkrył, że nie trzeba robić z siebie pośmiewiska (chciałam użyć słowo bardziej adekwatne,ale się powstrzymam) by na sali kinowej rozbrzmiewały salwy śmiechu. Niestety większość reżyserów i aktorów ma do odrobienia zaległą pracę domową...
Francis Veber, może imię i nazwisko tego reżysera nic nikomu nie mówi, ale gdy padną takie tytuły filmów jak: Zabawka, Kolacja dla palantów, Plotka, Czyja to kochanka? to wszystko jasne (przynajmniej chcę w to wierzyć), swoją zabawę z filmem zaczynał od pisania scenariuszy, w 1980 roku był nominowany do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany za Klatkę szaleńców. Przejdę jednak do rzeczy.
W 1972 roku Francis Veber (wtedy jeszcze scenarzysta) i Pierre Richard spotykają się na planie filmu Tajemniczy blondyn w czarnym bucie i coś zaczyna iskrzyć. Wieloletnia współpraca zaowocuje kultowymi komediami, które do dziś cieszą się niesłabnącą popularnością.
Jak wielkiego trzeba mieć pecha by w Ameryce Południowej natknąć się na goryla :D ?
Pechowiec (La Chevre 1981) coś na ten temat wie. Francois Perrin (Pierre Richard) jest księgowym, który wydaje się nie zauważać swojego nieszczęścia. Smutno by było gdyby na świecie istniał tylko jeden tak roztargniony człowiek...Tak szczęśliwie się składa, że takim samym pechem dysponuje córka bogatego przemysłowca a zarazem szefa Perrin'a. Biedactwo ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ojciec na skraju załamania nerwowego za namową swego pomocnika podejmuje ostatnią szaleńczą próbę odnalezienia córki...Człowiek zrozpaczony naprawdę może posunąć się do najbardziej niekonwencjonalnych metod...I tak oto "szefem" a zarazem "mózgiem" akcji poszukiwawczej zostaje nie kto inny jak...Francois! Zdaniem asystenta tylko jego życiowy niefart może doprowadzić ich do córki szefa. Ich czyli naszego nieszczęśnika i niejakiego Compane (w tej roli słynny rosyjski aktor Gerard Depardieu ;)), twardo stąpającego po ziemi racjonalistę, który w rzeczywistości jest detektywem i przewodzi całą ekspedycją. Wyruszają do Meksyku i robią niezłe zamieszanie ;).

źródło zdjęcia

Depardieu i Richard stworzyli jeden z najbardziej urzekających duetów w kinie. Nie ma chwili bym nie płakała ze śmiechu. Tempo z każdą sceną rośnie, do samego końca jesteśmy atakowani soczystą dawką dowcipu. Scena z użądleniem czy solniczką cały czas wywołuję u mnie atak śmiechu. A kiedy śmiertelnie poważny Francois wyznaje Companie,że czasem ma złą passę...To trzeba zobaczyć! W filmie oprócz naszych bohaterów na pierwszy plan wysuwa się fantastyczna muzyka, która przywołuje wspomnienia z letnich wakacji. Oczywiście samemu Vladimirowi Cosmie należałoby poświęcić osobny temat,ale może kogoś choć trochę zainteresuję twórczością tego rumuńskiego kompozytora. Każdy kto jest fanem Śniadania u Tiffany'ego, a Moon River Henry'ego Manciniego odtwarza tysiące razy to musi znać Cosmę, u którego słychać inspiracje muzyką włoskiego artysty. Jest jeszcze jeden powód- Przygody Rabina Jakuba. Człowiek, który stworzył muzykę do tej kultowej komedii jest wyznacznikiem dobrego smaku. Każdy film przypieczętowany jego nazwiskiem gwarantuje nie tylko świetny film, ale fenomenalną muzykę. Zapraszam. :)

źródło zdjęcia


źródło zdjęcia