24.05.2013

Szczególny film

Dzień jak codzień. Zaczęłam ścierać kurze. Tak całkiem przypadkowo właczyłam na kanał filmowy...przecież obiecałam posprzątać...zerkam na ekran, pojawia się Hitler i Mussolini- urywek dokumentu z wizyty fuhrera we Włoszech 8 maja 1938 roku...zaczynam walczyć ze sobą...dokument znika zaczyna się film, swastyka atakuje na dzień dobry, widzę budynek (ten obrzydliwy rodzaj socjalistycznej sztuki!) i kobietę wywieszajacą włoską flagę, ranek, w domach gwar, wszyscy się krzątają, szykują się na ważną wizytę...Dobra kogo ja chcę oszukać?! Rzucam ścierkę, kurze mogą poczekać, zaczynam codzienny seans... Był wrzesień 2008 roku, w ten nieszczególny dzień zobaczyłam Szczególny dzień (Una giornata particolare), który stał się...szczególnym filmem...


Tego filmu bez znajomości historii nie da sie zrozumieć i kropka. W 1938 roku po majowej wizycie Adolfa w Rzymie życie we Włoszech zmieniło się w rzeź. Przez ponad 10 lat prześladowania na tle odmienności (w każdym tego słowa znaczeniu) były normą, faszyzm szerzył się jak stonka w latach 50., jednak miały one wymiar powiedzmy dość łagodny, odmieńców (obrzydliwe słowo) zsyłano na pobliskie wyspy na ok 5 lat aby odzielić czarne owce od reszty stada. Po wizycie Hitlera juz nie było tak kolorowo, faszysci zaczęli szaleć jak nigdy dotąd, za bycie zniewieściałym lub mało męskim (no tak, bo macho to taaaaki męski mężczyzna-jak nie przyłożysz kobiecie to co z ciebie za facet?...) następowała natychmiastowa zsyłka (żeby tylko...), grupy chłopów przyłączało się do faszystowskich ruchów (zapanował niezły szał), bezmyślne "groupies" podążało za swym idolem Mussolinim...I tak jak to miało (miało?? ;)) miejsce w większości krajów prostaki i chamy niepospolite zasiadły sobie na najwyższych stanowiskach...
Mamy rok 1977 echa wojny nadal pozostają żywe a tolerancja we Włoszech stawia pierwsze kroki...wypadałoby coś powiedzieć, chociaż jakiś komentarz...Ettore Scola zaczyna rozrachunek z niechlubną historią swego narodu (w jednej z ról wnuczka Mussoliniego), opisuje nie tylko tamte wydarzenia,ale maluje piękny obraz dwóch dojrzalych ludzi, nieprzystosowanych do życia w takich realiach, targanych skrytymi namiętnościami i odkrywajacych siebie na nowo...
Antonietta (jedna z najlepszych ról Sophii Loren) to symbol kobiety tamtych czasów. Dorodna matka sześciorga dzieci, kura domowa, której zadaniem jest dbanie o męża- bezmózgiego faszyste, dzieci i pamiętanie o porze posiłków. Jej pragnienia się nie liczą. Najważniejsze aby płodzić, rodzić, płodzic, rodzić żeby kraj rósł w siłę. Na pierwszy rzut oka wydaje się ograniczona i totalnie zniewolona, ot taki jej los...Po przeciwnej stronie Gabriele (nominowany do Oscara genialny Marcello Mastroianni)- wykształcony mężczyzna, który nie kryje swego homoseksualizmu, świadomie wyznaje całą prawdę, za którą zostaje wyrzucony z radia i czeka na zesłanie, pozostał mu jeden dzień wolności...
Film ma w sobie coś bardzo charakterystycznego, sensualnie wręcz da się odczuć ten moment zawieszenia, jak cisza przed burzą. Przepiękne plastyczne zdjęcia hipnotyzują. Jest to pozorny moment szczęścia, po którym wiesz, że nadejdzie tylko najgorsze.
Dzieło zachowuje zasadę trzech jedności, jest niczym antyczna tragedia, o wszystkich wydarzeniach dowiadujemy się z radia, od rodziny, liczy sie tylko ta ulotna chwila...Ten film nie daje nadziei, pokazuje dramat jednostki w oparach reżimu, gdzie nie ma szans na indywidualizm.


Scola podejmuje ważny temat, opowiada o niewidocznych ofiarach systemu. Dramat polega na tym, że nic nie da się z tym zrobić, a nawet jeśli pojawią się tacy śmiałkowie (Gabriele) to marny ich los...Dlaczego, więc się łudzić? Antonietta wróci do swych codziennych obowiązków, ku chwale ojczyzny będzie rodzić kolejnych "małych Adolfów". Gabriele będzie napiętnowany i wyeliminowany ze społeczeństwa. Odpowiedź jest prosta- aby nie zwariować, tylko tyle lub aż tyle. Druga osoba daje siłę, wspomnienia, do których będzie można wracać w chwilach zwątpienia. Wspomnienia, których większość nie posiadała, bo kto by chciał pamiętać okrutne czasy? Takich ludzi było wielu, nie potrafiących przeciwstawić się reżimowi każdego ranka stłamszeni odgrywali przydzielone im role i milcząc znosili upodlenie. Reżyser odkrywa, że ludzie nie są pozbawieni wrażliwości, potrzeb duchowych, mimo totalnej zagłady znajdowali czas na odrobinę przyjemności, obcowania z ludźmi myślącymi i czującymi jak oni. Ta opowieść nie może skończyć się dobrze, bo takie są reguły dramatu, historia zatacza koło. W każdej epoce znajdzie się społeczeństwo zdominowane przez system totalitarny. Odwieczna walka dobra ze złem rozgrywa się na naszych oczach.


8 maja 1938 roku...szczególnu dzień, dzień, w którym Antonietta i Gabriele spotkali się po raz pierwszy i ostatni. Moment przed II wojną światową, która zmieni oblicze ludzkości, zmieni także ich. Odarci z godności zachowali jednak najcenniejszą rzecz WSPOMNIENIA, których nic ani nikt nie będzie im w stanie odebrać.


* zdjęcia: http://www.tumblr.com/tagged/una%20giornata%20particolare