17.09.2013

Francuskie kino IV. Prête-moi ta main, Ils se marièrent et eurent beaucoup d'enfants

Francuskie komedie romantyczne mogą jedynie równać się z amerykańskimi z lat 50. i 60. lub z udziałem Meg Ryan lub Toma Hanksa (najlepiej ogląda się ich razem na ekranie). Nie wiem czy Francuzi posiedli magiczną recepturę na udany film komediowy, ale jest to niezaprzeczalny fakt. Z racji tego, że jestem frankofilem (ciekawe ile jeszcze razy o tym wspomnę...) kino najpiękniejszego języka na świecie znam od podszewki. Zbliżają się jesienne długie wieczory (całe lato czekam aż nareszcie przyjdą te deszczowe dni-to nie sarkazm). A co taka osoba jak ja uwielbia robić o tej porze dnia? Śmieszne pytanie, wiem. Oglądać filmy!!!! (nie tylko o tej porze...).
Oprócz sprawdzonego repertuaru (Louis de Funes, Charlie Chaplin, James Dean...) sięgam zawsze po współczesne kino francuskie
(zabrzmiało jak reklama), nigdy nie zawodzi i poprawia mi nastrój w melancholijne jesienne dni.


Pierwszy film, który polecam to Prête-moi ta main (2006,w Polsce znany jako Układ idealny, choć w wolnym tłumaczeniu to "pożyć mi swoją rękę"- naprawdę czasem nachodzi mnie myśl - o co im chodzi z tymi tytułami?!) Erica Lartigau. Przeurocza komedia o wiecznym Piotrusiu Panie. Naszym Piotrusiem jest nie kto inny jak Alain Chabat (uwielbiam go!). Skąd go znacie? Skąd? No jak to? Z RRRrrrr!!!! (2004), gdzie reżyserem i współscenarzystą jest...Alain Chabat! Gra w nim Pierrea (ten od psa). Znów mała dygresja... Wracając do tematu...Mamy Alaina Chabata, który wciela się w Luisa Costę. Pracuje w firmie kosmetycznej, gdzie jest "nosem", zarabia mnóstwo pieniędzy, żyje od romansu do romansu. Mieszka sobie w wygodnym mieszkanku, wiedzie ustabilizowane życie bez jakichkolwiek zobowiązań. Ma wszystko podawane na tacy, o jego komfort i dobre samopoczucie troszczą się siostry i matka, która po śmierci męża przejęła rolę "Ojca Chrzestnego". Mamy, więc do czynienia z matriarchatem, gdzie nawet zięciowie pozostają bezimienni. Jednak wiadomo, że nic nie trwa wiecznie... Rodzina ma dość infantylengo Luisa i postanawia mu znaleźć żonę...Wieczny chłopiec przerażony wizją małżeństwa postanawia podjąć radykalne kroki...W jednej z głównych ról zobaczycie Charlotte Gainsbourg.


Kolejny film to Ils se marièrent et eurent beaucoup d'enfants (2004, dosłownie "pobrali się i mieli dużo dzieci", u nas: I żyli długo i szczęśliwie co akurat wspólgra z francuskim tytułem). Reżyserem i scenarzystą filmu jest Yvan Attal prywatnie mąż Charlotte Gainsbourg, która w filmie gra żonę...Yvana Attala. Gabrielle (Charlotte Gainsbourg) i Vincent (Yvan Attal) to małżeństwo z pozoru idealne. Mają synka, własne mieszkanie, niezależność finansową, spokojną pracę. Vincent ma dwóch kumpli: Freda (Alain Cohen) i Georgesa (Alain Chabat!). Wszyscy mają sporo po 30., Fred jest kawalerem, szukającym swojej drugiej połówki, Georges przechodzi piekło przez swoją żonę feministkę (genialna Emmanuelle Seigner) i marzy o tym by żyć jak Fred, Vincent to cicha woda, okazuję się, że ma kochankę i nie jest w stanie dokonać wyboru miedzy nią a żoną. Gabrielle nie ufa "ślepo" mężowi i szybko odkrywa prawdę. Z początku załamana czym prędzej zaczyna wracać do normy. W pewnym sensie daje przyzwolenie Vincentowi na tą podwójną grę. Sama też zaczyna rozmyślać o tajemnicznym nieznajomym (Johnny Depp) spotkanym w sklepie z płytami (boska scena, gdy tych dwoje słucha piosenki Creep zespołu Radiohead!!) i przeprowadzce za miasto...Zwróćcie uwagę na pierwszą i ostatnią scenę. Oczywiście interpretujcie to jak chcecie, ale tak jakby ktoś nie miał pomysłu...Na samym początku mamy do czynienia z gierkami małżeńskimi, taka szczypta pikanterii, w ostatniej wyobrażenia/fantazje (?) Gabrielle, i zdanie wypowiedziane po napisach końcowych "Mama i tata pobrali się i żyli długo i szczęśliwie". Czy to zabarwiona ironią prawda o związkach, kryzysach wieku średniego, coraz szybciej gnającym światem etc... W każdym szaleństwie jest metoda, może to sposób na udany związek we współczesnej erze profili społecznościowych i narastającym narcyźmie, gdzie trudno zaspokoić własne ego, nakładając z czasem większą ilość gombrowiczowskich gęb. Może monogamia to złudzenie, a kłamstwo lepsze od prawdy wypowiedzianej prosto w oczy? Czy rodzice Vincenta (Anouk Aimée i Claude Berri) to przykład idealnego małżeństwa? Hinduska para to próba naigrywania się z "burżuji"? Chcecie wiedzieć? Zobaczcie.


*korekta Magdalena Głowacka
*pics tumblr









1 komentarz:

  1. You could definitely see your skills in the article you write.
    The world hopes for more passionate writers like you
    who aren't afraid to say how they believe. All the time
    follow your heart.

    Also visit my web-site :: DorianNStuekerjuerge

    OdpowiedzUsuń