06.06.2013

James Dean (część I)

Najpierw był film, Olbrzym (The Giant 1956) George'a Stevens'a. I to był mój koniec. Na wieki pogrążyłam się w chaosie...
Fascynacja Jamesem trwa po dzień dzisiejszy, od późnej podstawówki. Pamiętam dni spędzone w antykwariacie i przyspieszone bicie serca, gdy udało mi się znaleźć jego biografię. Stał się idolem numer 2 zaraz po Romanie Polańskim. Chciałam wiedzieć o nim wszystko i być jak on. Naturalnie snułam plany, jak to będę przemierzać Stany Zjednoczone, poznawać fascynujących ludzi a swoje przeżycia i niebywały talent objawię w Lee Strasberg Theatre and Film Institute...Tak...Nowy Jork stał przede mną otworem, a ja miałam 11 lat i nie zdawałam sobie sprawy z mej ambiwalentnej osobowości. Bywały miesiące,że James szedł w odstawkę na rzecz Francuskiej Nowej Fali, Romana Polańskiego, Charliego Chaplina, Louisa de Funesa...bliźniaczek Olsen. Mimo wielu pokus wciąż pozostaję pod jego silnym urokiem...
Gej, sadomasochista, kłamca, maminsynek, buntownik....jego postać obrosła niewyobrażalną legendą, w której ciężko odnaleźć autentyzm. Tysiące biografii...miliony prawd objawionych. Każdy zinterpretuje jego postać według własnych potrzeb, stał się modną ikoną, którą wypada mieć w pokoju. Żenujące jest to,że większość "fanów" nie zadała sobie trudu by obejrzeć dokładnie jego filmy,(ba!) co ja mówię!, byłabym szczęśliwa gdyby potrafili mi opowiedzieć o chociaż jednym, o daty produkcji nie śmiem pytać...
Do dziś pojawiają się nowe doniesienia o jego wypadku, infantylne książki o sekswyczynach cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem, jak grzyby po deszczu ukazują się nowi przyjaciele i zapomniane kuzynostwo, grube ryby zacierają ręce a ludzie marzą o Porsche 550 Spyder i robią słodkie fotki na State Route 46 (to była ówczesna Highway 466 jeśli dobrze pamiętam).Czy chciał być legendą? To nie ulega wątpliwości. Czy filmową? Zapewne tak. Czy świadomie kreował swój nonkonformistyczny wizerunek? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Objawiał poczucie wyższości, kochał dominować, we wszystkim chciał być najlepszy. Jest znaną/nieznaną legendą, jak z popartowskiej kompozycji, gdzie człowiek sprowadzony jest do funkcji przedmiotu w kulturze, gdzie wszystko jest powielane i powtarzające się, bez zbędnych wartości...Andy Warhol skierował sztukę na ziemię, pozbył się pietyzmu, król jest nagi...Dla zwykłego zatem konsumenta James Dean nie różni się niczym od KFC, taka kolej rzeczy...Jeśli, więc jego twarz kojarzy Ci się z zeszytem, kubkiem lub fajnym plakatem...to odejdź i poprzestań na tym miejscu. Resztę zapraszam za mną.

andy warhol - james dean - rebel without a cause (1985)

Mildred Wilson była stwórczynią. Od samego początku ukształtowała postać Jamesa Byrona Deana. George Gordon Byron, angielski poeta, szaleńczy, nieokiełznany, romantyczny bohater. Nieprzypadkowo aktor nosił po nim drugie imię. Dlaczego James? Ustępstwo od reguły, pewne zezwolenie na pozorną normalność, jednak duch Byrona do końca jego dni będzie go prześladował, ten boski pierwiastek, magia legendy... Mildred pochodziła z biednej farmerskiej rodziny z Gas City. Jedyne czego pragnęła to wydostać się z nudnej mieściny i prowadzić bogate, wielkomiejskie życie najlepiej u boku kogoś niesamowitego, takiego jak...Byron.
Oczekiwała od życia wszystkiego co najlepsze: sławy, uznania, podziwu. Jednak życie pisze za nas dużo ciekawsze scenariusze. Jej rola była drugoplanowa a jednak znacząca, miała za zadanie stać się matką. Matką Jamesa Deana.

źródło zdjęcia

Jimmy urodził się 8 lutego 1931 roku w Marion. Był synem Mildred i Wintona. Młoda kobieta nie tego oczekiwała od losu, wprawdzie Winton był dentystą, a nie jak reszta farmerem, jednak codzienny spokój i rutyna dnia codziennego przytłaczały niespełnioną gwiazdę i coraz bardziej zniewalała. 8 lutego, data wyjątkowa, początek i koniec życia Jamesa Byrona Deana.
James był jej światłem w tunelu, rekompensatą za stracone życie. Stał się wyobrażeniem o niej samej, kimś, kim nigdy jej nie będzie dane być, wszystkie swe pragnienia przelała na chłopca, którym miał być do końca życia...
Mildred rozpuszczała syna, chciała mu dać wszystko, czego ona mieć nie mogła. Razem zatapiali się w świecie fantazji, podróżowali po bezkresnych krainach wyobraźni gdzie dostęp mieli tylko oni. Pierwszą traumę przeżył ok. roku 1937, gdy cała rodzina przeniosła się do Kalifornii. Powód? Lepsza praca dla ojca. Jimmy bał się zmian, czuł lęk i niepokój. Bliskość matki szybko pozwoliła mu przyzwyczaić się do nowego otoczenia, razem budowali zamki z piasku na plaży w Santa Monica i podziwiali zachody słońca.
Pewnej nocy miał straszliwą wizję, w której matka znika w otchłani wody, wciągana przez wir, nie mógł jej pomóc mimo, że tak się starał...Szybko się obudził i pobiegł do pokoju rodziców by w bezpiecznych ramionach Mildred ukoić swe skołatane serce...Często miewał niespokojne sny, ale przecież to tylko sny...

źródło zdjęcia

Chłopiec uczył się gry na skrzypcach, udzielał się w amatorskich teatrach. Matka otworzyła mu oczy na piękno, czytała eposy o mężnych bohaterach, kształtowała w nim poczucie majestatycznych czynów, maniakalnie krok po kroku formowała legendę...Jimmy był zamkniętym w sobie dzieckiem, spędzającym większość czasu z Mildred. Bywały dni, kiedy kochająca mama zmieniała się w okrutnego kata i wymierzała kary Jimmiemu za jego niewątpliwe przewinienia. Wtedy chłopiec złorzeczył jej i wymyślał najokrutniejsze zdarzenia. Jednak po jakimś czasie wszystko wracało do normy i sielanka nadal trwała. A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Wintona Deana?
Winton był pracującą głową rodziny i nie miał zbyt wiele czasu dla syna, pełnił typową rolę karcącego ojca, który dba o nienaganne zachowanie. Jimmy wchodził w wiek, w którym zaczynał mieć bliższe relacje z tatą. Jest 1940 rok, za chwilę całe dotychczasowe życie aktora zmieni się raz na zawsze i wyznaczy tor, którym będzie podążał do ostatnich swych dni...

KONIEC CZĘŚCI I :)

*korekta: Magdalena Głowacka

1 komentarz:

  1. Niezwykle interesująca i złożona postać. Czekamy na ciąg dalszy Deana w wydaniu Gabbie :)

    OdpowiedzUsuń