09.02.2016

W drodze po Oscary...część I

Jak co roku, luty jest dla mnie czasem wytężonej pracy. Dlaczego? Naturalnie chodzi przecież o Oscary! Ja wiem, że to strasznie komercyjne Święto Kina (jakby nie patrzeć Święto), dużo kolesiostwa, poprawności politycznej etc... No, ale nie oszukujmy się, żaden inny festiwal filmowy nie budzi tak wielkich emocji i nie rozpala naszej wyobraźni (też ćwiczycie swoje przemówienia? ;) ). Pamiętam, że mama dzień po Oscarach pozwalała mi nie iść do szkoły, bo byłam tak wyczerpana, a tato wiedział, że w tą jedyną noc w roku nie będzie spał (tato! tato! budź się! spójrz kto wygrał! szybko! no szybko! mama ogląda a Ty?!). Śmiech przeplata się ze łzami, adrenalina we mnie buzuje. Nie wiem co takiego musiałoby się wydarzyć żebym przegapiła ceremonię? Nieprzerwanie od wielu lat (ojej to już kilkanaście lat!!!) z zapartym tchem śledzę ten najważniejszy dzień w roku dla każdgo miłośnika kina. To strasznie dziecinne, ale jestem później tak naładowana pozytywną energią (niezależnie od wyniku), że dosłownie wierzę w to, że kiedyś też tam się pojawię i spełnię swój amerykański sen... Teraz udam, że wcale się nie wzruszyłam i nie popadłam w chwilową melancholię... Zaprezentuję Wam Moi Drodzy filmy, które mają szansę w tym roku zgarnąć złotą statuetkę, żeby było fair uwzględniłam również te filmy, które nie są nominowane w głównej kategorii, ale np. najlepsze zdjęcia, aktor z filmu x ... Spokojnie wszystko będzie dokładnie opisane. Zapraszam do lektury. :) Część II niebawem, strasznie ciężko to ogarnąć. ;)

1. The Revenant (Zjawa, 2015) reż. Alejandro González Iñárritu

Najlepszy film Alejandro González Iñárritu, Arnon Milchan, Keith Redmon, Mary Parent, Steve Golin
Najlepszy aktor pierwszoplanowy Leonardo DiCaprio
Najlepszy aktor drugoplanowy Tom Hardy
Najlepszy reżyser Alejandro González Iñárritu
Najlepsza charakteryzacja Siân Grigg, Duncan Jarman and Robert Pandini
Najlepsza scenografia Hamish Purdy, Jack Fisk

Najlepsze efekty specjalne Rich McBride (I), Matthew Shumway, Jason Smith (XVIII) i Cameron Waldbauer
Najlepsze kostiumy Jacqueline West
Najlepsze zdjęcia Emmanuel Lubezki
Najlepszy dźwięk Chris Duesterdiek, Frank A. Montaño, Jon Taylor, Randy Thom
Najlepszy montaż Stephen Mirrione
Najlepszy montaż dźwięku Lon Bender, Martín Hernández
 
Historia, która jest częściowa oparta na faktach toczy się w 1823 roku w Górach Skalistych. Opowiada o Hugh Glassie (Leonardo DiCaprio) traperze, który przeżył atak grizzly. W stanie krytycznym zostaje pozostawiony przez swoich kompanów w głuszy. W ostatnich chwilach (tak każdemu się zdaje) towarzyszy mu syn (Forrest Goodluck), w którego żyłach płynie indiańska krew, Jim Bridger (Will Poulter) i bezwzględny John Fitzgerald (Tom Hardy). Ten ostatni morduje syna Hugh a jego samego zakopuje żywcem w dole. Zaczyna się mordercza walka o przetrwanie. Miłość, nienawiść i chęć zemsty są siłą napędową Glassa, który przemierzy ponad 300 kilometrów by wrócić do domu... Film, który jest zrobiony z niezwykłym rozmachem przedstawia bardzo intymną opowieść człowieka, który samotnie musi zmierzyć się ze swym losem. Jest archetypicznym mścicielem- sam przeciw całemu światu. Uzależniony od natury i jej nastrojów. W trudnych chwilach przywołuje obraz swego syna i kobiety, którą kochał, balansując na granicy metafizycznych uniesień i halucynacji.
W tamtym roku za sprawą Birdmana  przeżyłam prawdziwą filmową ekstazę. Nie zdążyłam dobrze ochłonąć a tu: BANG! Iñárritu udowadnia, że można. Można zgarnąć Oscara za najlepszy film, reżyserię, scenariusz oryginalny, zdjęcia (Lubezki) (tylko tego Keatona żal) i można po raz kolejny zakoczyć świat filmowy. Jeśli kiedykolwiek wyobrażałam sobie western XXI wieku (pomijając Tarantino, bo to zupełnie inna bajka) to właśnie tak powinien wyglądąć. Zdjęcia zapierają dech w piersiach i powalają rozmachem. Lubezki tym samym przypieczętowuje swój operatorski geniusz, nic tylko czyścić mu buty. Trzeci Oscar z rzędu dla maestro Emmanuela byłby niezwykłym wydarzeniem! Gdyby nie bogactwo jego ujęć film mógłby być poprostu nudny- skromna historia z niezwykle bogatymi zdjęciami. Doskonałe połączenie. Reżyser dokładnie pomyślał o wszystkim. Dzięki zamierzonym retrospekcją opowieść traci linearność, staje się przez to bardziej ciekawa a my jesteśmy w stanie zrozumieć co kieruje i motywuje głównego bohatera. Nie można również pominąć muzyki (Ryûichi Sakamoto, Carsten Nicolai), która zasługuje na najwyższe uznanie, doskonale łączy się z surowym, zimnym obrazem. Wielkim zaskoczeniem i zarazem odkryciem jest dla mnie Will Poulter(Millerowie), nie dość, że grał u boku Hardyego jak równy z równym to czasem miałam wrażenie, że jeszcze chwila i przyćmi go swoją charyzmą. Warto zwrócić na niego uwagę, dał niezły popis swoich aktorskich umiejętności. Oczywiście Tom też zasłużył na oklaski, chociaż nie miał zbyt dużego pola do popisu. Zagrał zgodnie z moimi oczekiwaniami, dokładnie jak na niego przystało, choć mam niedosyt, tort jest przepyszny jednak brakuje wisienki na nim. Przejdźmy teraz (jak już tak kulinarnie się zrobiło) do dania głównego-Leonardo DiCaprio. Jest to facet, który praktycznie w każdym filmie dał przedstawienie na miarę Oscara. Pytanie ciśnie się na usta tylko jedno: Kiedy? Kiedy w końcu go dostanie?! Skubany jest tak piekielnie zdolny, że chyba musiał sobie tym samym "zaskarbić" zawiść, zazdrość i nieprzychylność szanownego jury. Innego wytłumaczenia nie ma, no nie ma. Tak, więc Leo podejmuje krok ostateczny oddaje Zjawie dusze i ciało. To ostatnie przede wszystkim, dawno nie oglądałam tak wymownej gry całym sobą. Zmęczenie, ból, wyczerpanie fizyczne, gdyby jego oczy mogły mówić to by krzyczały. Ciężko cokolwiek dodać, zbędne jest rozpisywanie się nad jego talentem, bo to jest tak oczywiste jak słońce w lecie. Alejandro potwierdza swoją dojrzałość artystyczną, ten film jest kompletny, dopięty na ostatni guzik, nie ma nic przypadkowego. Jeśli ktoś się bał o kondycję amerykańskiego kina to jest dowód na to, że jeszcze nic nie wie.
 
 


2.Creed(Creed:Narodziny legendy, 2015) reż. Ryan Coogler
Najlepszy aktor drugoplanowy Sylvester Stallone
 
Creed opowiada historię Adonisa Johnsona, który jest nieślubnym synem tragicznie zmarłej legendy boksu: Apollo Creeda. Chłopak walczy z demonami przeszłości. Porzuca całe swoje dotychczasowe życie: słoneczne L.A., dobrze płatną pracę, przybraną matkę by stawić czoła samemu sobie. W tym celu zmierza do Filadelfii by z pomocą Rockyego stworzyć własną legendę i wyjść z cienia ojca. Obraz jest zupełnie inny od wszystkich serii o Włoskim Ogierze a jednak najbardziej nawiązuje do części pierwszej. W powietrzu unosi się klimat lat 80. i dawnej chwały Rockyego.  Jest to doskonały przykład kina sportowego na najwyższym poziomie. Reżyser Ryan Coogler bez zbędnej ckliwości i patosu nakreśla nam dobrze znany temat w kinie: uczeń-mistrz. Młodzieńczość, nieokrzesanie spotyka się z doświadczeniem i mądrością. Rocky to już zupełnie inna osoba. Stonowany, pogodzony ze swym losem, prowadzi włoską restaurację, odwiedza grób swej ukochanej żony. Adonis i Rocky jeszcze nie wiedzą jak bardzo siebie potrzebują. Każdy z nich wyciągnie z tego spotkania lekcję życia. Stallone gra zupełnie inaczej. Jest to niezwykła zmiana. Za każdym razem gdy go obserwuję przechodzą mnie dreszcze. Jego postać jest wyważona, nieprzerysowana. Rocky w jego wykonaniu nie pasuje do dzisiejszej rzeczywistości, żyje we własnych wspomnieniach, obdarzony tą mądrościa, która może przyjść tylko z wiekiem. Jest to bez wątpienia rola życia Stallone i szczerze trzymam kciuki za niego w tegorocznym wyścigu po Oscara.

3.Room (Pokój, 2015) reż.Lenny Abrahamson
Najlepszy film Ed Guiney
Najlepsza aktorka pierwszoplanowa Brie Larson
Najlepszy reżyser Lenny Abrahamson
Najlepszy scenariusz adaptowany Emma Donoghue
 
 
Film Abrahamsona jest niewątpliwie jednym z najlepszych obrazów 2015 roku. Jestem mile zaskoczona, że został zauważony i ma szansę powalczyć o statuetkę. Pokój opowiedziany jest z perspektywy dziecka, pięcioletniego Jacka (Jacob Tremblay), który wraz z matką (Brie Larson) zamieszkuje małe pomieszczenie. Chłopiec w przeciwieństwie do swej Ma (jak na nią mówi) żyje tu od zawsze, nie zna innego świata. Ta aby go chronić wymyśliła mu alternatywną rzeczywistość. Poza ich pokojem nie ma niczego, jest tylko kosmos, mężczyzna który ich odwiedza, przynosi pożywienie to Wielki Nick (Sean Bridgers). Prawda jest zupełnie inna. Nick to porywacz i psychopata, który 7 lat wcześniej uprowadził młodą dziewczynę. Jack jest owocem gwałtu. Ma postanawia w końcu wyjawić prawdę dziecku i podejmuje ostateczny krok by wrócić do prawdziwego świata. Ucieczka to jedynie początek.Kobieta stara się uporać z traumą, Jack uczy się świata...Duet Trembley&Larson jest zachwycający. Młody aktor ma niesamowite wyczucie i instynkt, aż jestem zdumiona brakiem nominacji dla niego.Historia, którą ktoś inny mogłby wykorzystać jako dobry thriller tu posłużyła jedynie za bazę, aby przeniknąć w zakamarki ludzkiej psychiki...Tytułowy pokój każdy może interpretować na swój sposób. Jest metaforyczną strefą komfortu, z której trzeba wyjść aby poznać siebie...

4. Bridge of Spies (Most szpiegów, 2015) reż. Steven Spielberg
Najlepszy film Kristie Macosko Krieger, Marc Platt, Steven Spielberg
Najlepszy aktor drugoplanowy Mark Rylance
Najlepszy scenariusz oryginalny Ethan Coen, Joel Coen, Matt Charman
Najlepsza muzyka oryginalna Thomas Newman
Najlepsza scenografia Adam Stockhausen, Bernhard Henrich, Rena DeAngelo
Najlepszy dźwięk Andy Nelson, Drew Kunin, Gary Rydstrom


 
Spielberg, Hanks, Kaminski...przepis na idealny film? A właśnie nie do końca... Opowieść o ostatnim sprawiedliwym prawniku Jamesie Donovanie (Tom Hanks), który podejmuje heroiczną walkę z systemem, sam przeciw całemu światu. To przywodzi na myśl największe dzieła gatunku: Dwunastu gniewnych ludzi, Zabić drozda, a my dostaliśmy coś między wielkim kinem a disneyowską bajeczką. Spielberg nie mógł się powstrzymać i poszedł w podniosłe tony, choć przyznam, że umiejętnie stopował swe poczynania.Gdyby nie to, że jest to obraz oparty na faktach ciężko byłoby mi w to uwierzyć.  Film podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, gdzie Donovan jest obrońcą Rudolfa Abla (Mark Rylance) szpiega działającego na zlecenie ZSRR. Z pełnym profesjonalizmem i oddaniem walczy o niego, wzbudzając przy tym nienawiść społeczeństwa. Drugi akt to podróż to NRD, Berlina, gdzie przyjdzie mu walczyć o dwóch rodaków. Dla CIA liczy się jedynie pojmany żołnierz, student, który jest przetrzymywany nie ma dla nich większego znaczenia. James, który zaangażował się całym sercem podejmuje walkę o chłopaka i próbę uratowania dwóch więźniów. Byłabym zakłamana gdybym powiedziała,że filmu nie ogląda się przyjemnie, bo to nieprawda. Nie wiem czy było to zamierzone, ale Tom Hanks przywodzi mi na myśl Jamesa Stewarta- uosobienie wszelkich amerykańskich cnót. I chyba częsciowo tak jest. Natomiast zupełnym odkryciem jest dla mnie Mark Rylance. 56 letni Brytyjczyk skradł moje serce i przyćmił Hanksa. Jeśli macie wątpliwości czy obejrzeć film to zróbcie to choćby dla doskonałego aktorstwa.
 
Macie swoich faworytów? Wpisujcie w komentarzach!
Widzimy się niedługo. Pa! ;)
 
 
 






 

22.10.2015

Weekend w kinie 23-25.10.2015.

1. Ugotowany (Burnt) 2015, reż. John Wells
 

W najnowszym filmie Johna Wellsa Bradley Cooper wciela się w Adama Jonesa przebojowego szefa kuchni, który podbija serca Franzuzów. Niestety sława okazała się zgubna dla młodego mężczyzny. Jego nazwisko znika z pierwszych stron gazet. Z dnia na dzień traci wszystko. Nie mając nic do stracenia zbiera grupę utalentowanych kucharzy-ekscentryków i próbuje podbić wraz z nimi Londyn a potem cały świat.Warto jeszcze wspomnieć obsadę. Oprócz Coopera zobaczymy Siennę Miller, Daniela Bruhla, Omara Sy (znanego z Nietykalnych- francuskiego hitu), Umę Thurman, Emmę Thompson. Będzie gorąco!!!

2.Piotruś. Wyprawa do Nibylandii (Pan) 2015, reż. Joe Wright
 
Jestem wielką fanką bohatera książki Barriego i obejrzałam wszystkie możliwe wersje filmowe o chłopcu, który nigdy nie chciał dorosnąć. Oczywiście numerem jeden pozostaje dla mnie Hook (1991) Spielberga (niesamowicie bałam się Hooka granego przed Dustina Hoffmana!), disneyowska wizja z 1953 też jest dla mnie rewelacyjna i niemy film z 1924. Dlatego jak tylko zobaczyłam zwiastun Pana (wolę ten amerykański tytuł) to już na dzień dobry zostałam kupiona. No właśnie... Z tymi trailerami to różnie bywa, często są tak dobre, że potem nadchodzi wielkie rozczarowanie. Tu też tego się obawiam, zwłaszcza, że słyszałam wiele niepochlebnych recenzji na temat filmu Wrighta. Wiadomo, jeśli ktoś nagle przełamuje schemat będą głosy sprzeciwu. A mnie właśnie ta przewrotność najbardziej intryguje. U Wrighta Piotruś dopiero stanie się Panem, (zainteresowanych odsyłam do mitologii greckiej). Zostanie porwany z sierocińca do Nibylandii, pozna młodego Hooka (młodego!!!), będzie walczył z Czarnobrodym, odkryje swoje przeznaczenie... Brzmi interesująco, prawda? Oby tylko film dał radę. ;)
 
3. 11 minut (2015) reż. Jerzy Skolimowski
 

Film owacyjnie przyjęty na Festiwalu w Wenecji, w Polsce spotkał się krytyką. Tak sobie myślę, że cokolwiek Skolimowski nie zrobi zawsze będą głosy niezadowolenia. Nie jest u nas lubiany i za każdym razem recenzenci dają temu upust. Z pewnością ma w sobie pewną aurę "bufonowatości" co mi osobiście nie przeszkadza. Lubię twórczość Skolimowskiego (uważam,że Essential Killing to kawał dobrego kina), choć bardziej skłaniam się do jego wczesnych dzieł. Nie mogę zrozumieć skąd tyle jadu w jego stronę? 11 minut, które wchodzi do kin w ten piątek jest naszym polskim kandydatem do Oscara. Po tym wyborze troche gromów się posypało. Jak zobaczę to się wypowiem. Fabuła jest ciekawa choć nieoryginalna. Zarzuca się mu "inspirowanie" innymi filmami. Tu się zgodzę, choć nie jest to dla mnie przekonujący argument. Mamy kilkoro ludzi, duże miasto, przekrój wartsw społecznych, charakterów. Przed upływem 11. minuty los wielu z nich zostanie przypieczętowany. Jak dla mnie zapowiada się całkiem interesująco i choćby dlatego, że sprawia tyle kontrowersji warto się wybrać do kina i wyrobić sobie opinie.
 
 
4.Crimson Peak (2015) reż. Guillermo del Toro

Meksykański reżyser zabiera nas w mroczny, gotycki świat XIX wieku. Młoda pisarka uciekając przed problemami i rodzinną tragedią wprowadza się do swojego świeżo poślubionego męża. Nie jest on jednak tym za kogo się podaje. Sir Thomas Sharpe wygląda na outsidera i człowieka, który skrywa wiele tajemnic... Wszystko się dzieje w Kumbrii- krainie, w której z pewnością chciałby zamieszkać sam hrabia Dracula... W rolach głównych Mia Wasikowska, Jessica Chastain i Tom Hiddleston. Jedna z najciekawszych propozycji filmowych tego weekendu.

01.10.2015

Miłość (Amour) 2012, reż. Michael Haneke- recenzja.

Swą odyseję z filmami Hanekego rozpoczęłam od Pianistki (2001) z rewelacyjną Isabelle Hupert. Jak już zaczęłam, tak do tej pory nie mogę przestać. Michael uzależnia. Gwarantuję. W filmach tego  reżysera realizm krzyczy z ekranu, wypala piętno, którego trudno się pozbyć. Po każdym seansie czujesz się wykończony, za każdym razem przechodzisz katharsis i wciąż chcesz więcej.
Gdy w 2012 roku Miłość weszła na ekrany, nie miałam wątpliwości, kto zgarnie statuetkę za film nieanglojęzyczny. Liczyłam jeszcze na to-dość naiwnie, że szanowne jury choć raz wykaże się obiektywizmem i za najlepszą rolę żeńską nagrodzi Emmanuelle Riva, niestety postawili na Jennifer Lawrence- aktorkę dobrą...no, ale bez jaj?! Długo po emisji nie mogłam ochłonąć. W ciągu 3 lat film obejrzałam kilkanaście razy, za każdym mocniej bije mi serce i trudno mi złapać dech w piersi. Dialogi z pozoru błache i o niczym, które aż przeszywają widza na wylot. Zdjęcia? Perełki! Odpowiada za nie ceniony Darius Khondij, który współpracował przy takich filmach jak: Siedem, O północy w Paryżu, Ukryte pragnienia, Delicatessen, etc... Każdy kadr naznaczony jest dramatyzmem: jedzenie śniadania, obieranie jajka, mycie naczyń. Coś zwyczajnie pięknego. Jakby malarz stworzył serię obrazów o mieszczańskiej codzienności i puścił w formie slajdów.



Już na początku twórca pozbawia nas złudzeń i ujawnia jak wszystko się skończy, mimo to ostatnie sceny w niczym hitchcockowskim suspensie rozłożą nas na łopatki. Jednak o tym później...Na ekranie obserwujemy praktycznie tylko dwójkę bohaterów. Georges (Jean-Louis Trintignant) i Anne (Emmanuelle Riva) to szczęśliwe małżeństwo muzyków, które wiedzie poukładane życie. Przypatrujemy się im jak podziwiają koncert swojego byłego ucznia. Nie wiedzą, że jest to ich ostatnie wyjście... Wkrótce wszystko się zmieni, bowiem Anne dostaje wylewu, co w konsekwencji zmusza Georgesa do zaopiekowania się żoną. Widzimy powolny proces odchodzenia małżonków. Najbardziej szokujące w tym obrazie jest to, że jest tak ludzki, tak prawdziwy (zresztą jak to u Hanekego bywa). Georges siedzący na fotelu, przypominający sobie żonę grającą na fortepianie, te dni gdy wszystko było piękne, proste... Jakbyśmy dostali po pysku. I to zakończenie..., które każdy z nas może inaczej interpretować. Jednych zszokuje, drudzy będą szukali usprawiedliwienia, a jeszcze inni dopatrzą się zupełnie czegoś innego... Bo Georges zobił to z miłości aż i tak poprostu...


Lecz czym byłoby dzieło bez swych aktorów? A ci są wspaniali. Reżyser zaprosił prawdziwą francuską elitę. Isabelle Hupert piekielnie zdolna bestia, która mimo 62 lat wygląda na 20 lat mniej i miała już przyjemność współpracować z mistrzem. Emmanuelle Riva, legenda francuskiego kina przechodzi samą siebie. Chcesz chłonąć każdą scenę jakby miała być ostatnią. Chylę czoła dla jej maestrii. Odarta z godności, naga (także dosłownie) pokazuje życie takim jakie jest. A często jest do... No właśnie. Trzeba mieć niezwykłą pewność siebie, dojrzałość i mądrość, którą nabywasz z wiekiem, by pokazać milonom widzów swoje stare, pomarszczone ciało, nieudolne, bezradne, które jednocześnie jest piękne, bo jest nasze. Przestańmy udawać, że jest inaczej. W dobie "idealnych" ludzi Emmanuelle chrzani wszystko i pokazuje ciało 80. latki i gwiżdże na wszystko. Jest w jej kreacji coś z buntu, co czyni z niej aktorką skończoną. No dobrze...mogłabym tak zachwycać się bez przerwy a przecież został nam jeszcze Jean- Louis Trintignant. Może gdyby nie Miłość nadal byśmy czekali na jego wielki powrót. Twarz naznaczona cierpieniem, kuśtykanie... To nie tylko maska stworzona na potrzeby filmu. Trintignant ledwo uszedł z życiem po ciężkim wypadku, w 2003 roku jego ukochana córka Marie została śmiertelnie pobita przez kochanka. Na wiele lat zaszył się w swej samotnii by ponownie nas uwieźć na wielkim ekranie. Nie było to zadanie łatwe. Haneke napisał rolę Georgesa specjalnie dla niego i nie wyobrażał sobie by któs inny mógł go zagrać. Dla Trintignanta to nie był tylko powrót filmowy i przypomnienie o sobie ludziom, była to także próba pogodzenia się z przeszłością. Ból i cierpienie możemy odczytać w jego oczach,gestach, ruchach. Jego gra jest tak piękna, że nie mogłam (nie chciałam) powstrzymać łez. Płakałam prawie przez cały seans a to chyba największa zapłata dla twórcy...Dziękuję.

30.08.2015

Mam pytanie...


Jeśli zdąrzyliście zauważyć kocham kino. Od dziecka nieprzerwanie jest dla mnie na pierwszym miejscu. Ostatnio wpadłam na pomysł aby wyjść z filmami do świata. ;) Chcę stworzyć nowy cykl na blogu- rozmowy z ludźmi o ich historiach związanych z X muzą, tzn. ulubione filmy, cytaty, gwiazdy etc... Chciałabym poznać Wasze opinie o kinie. Kwestionariusz zrobiłabym jednakowy dla wszystkich.  Co sądzicie o takim pomyśle? Może macie sugestie dotyczące pytań ankietowych? Czekam na Wasze pomysły w komentarzach. :)