23.12.2013

The 20 best Christmas movies. Part II

W pierwszej dziesiątce znalazły się filmy, których na próżno szukać w gwiazdkowych ramówkach tv, poza jednym naturalnie, który każdy zna na pamięć i bez którego Bożego Narodzenia nie ma. Stare kino ma pewną aurę tajemniczości i magii, która pozwala mi choć na moment przenieść się do innego świata. 3,2,1 start zaczynamy!

10. Miracle on the 34th Street (1947)


Legendarny już film, który przyniósł Edmundowi Gwennowi, odtwórcy głównej roli Krisa Kringle, zasłużonego Oscara. Nowy Jork, przedświąteczna gorączka. Sieć sklepów Macy jak co roku organizuję paradę z okazji Dnia Dziękczynienia. Kris Kringle jest wstrząśnięty tym, że mężczyzna zatrudniony jako św. Mikołaj jest nietrzeźwy. Kierownik wydarzenia - Doris Walker (Maureen O'Hara) przekonuje Krisa by ten zastąpił nieszczęśnika. Mężczyzna okazuje się niesamowicie przekonujący, dzięki czemu dostaje posadę Mikołaja we flagowym sklepie Macy przy 34. ulicy. Nic w tym nadzwyczajnego gdyby nie to, że Kringle usilnie twierdzi, że jest prawdziwym świętym Mikołajem. W jego prawdomówność wierzy córka Doris Susan (przeurocza, młodziutka Natalie Wood). Film ma 66 lat, natomiast temat konsumpcji, nieczystej gry domów towarowych, ogólnej zawiści i zapominaniu o celu Bożego Narodzenia jest ponadczasowy.

9. A Charlie Brown Christmas (1965)


Kocham Charliego Browna, Snoopiego i Fistaszki!!! Czy zasłużył na 9 miejsce?? Nie, z pewnością nie, zdecydowanie nie, ale co mnie to obchodzi skoro to moja lista. Z sentymentu umieściłam ten krótkometrażowy film na tak wysokiej pozycji, ot cała prawda. Gwiazdka Charliego Browna to pierwszy i chyba najbardziej znany film z całej serii. Przeniesienie na ekran komiksu (i to dość specyficznego komiksu) to dość ryzykowne, ale Bill Melendez poradził sobie z tym zadaniem wyśmienicie. Charlie Brown to uroczy fajtłapa, wyśmiewany przez innych. Zbliża się czas Gwiazdki, a wraz z nią rozterki Charliego - nie potrafi on poczuć magii zbliżających się Świąt. W ramach terapii zostaje reżyserem świątecznego przedstawienia, musi też znaleźć najcudowniejszą choinkę...

8. The Man Who Came to Dinner (1942)


Czas Bożego Narodzenia. Egocentryczna osobowość radiowa Sheridan Whiteside (znakomity Monty Woolley) poślizguje się na schodach państwa Stanley- szanowanej rodziny z Ohio. Złośliwie, grożąc im procesami, zatrzymuje się u nich na czas świątecznych wakacji. Uprzykrza życie członkom domu, jednocześnie knując intrygi. Jedyną osobą, która ma za nic sobie jego zachowanie jest jego długoletnia sekretarka Maggie (Bette Davis), która szaleńczo zakochuje się w Bercie dziennikarzu i właścicielu tutejszej gazety. Gdy Sheridan odkrywa, że już nic mu nie dolega, postanawia ciągnąć farsę i zatrzymać przy sobie Maggie, która pragnie się ustatkować...

7. White Christmas (1954)


Białe Święta wbrew dużo mówiącemu tytułowi pojawiają się w filmie na samym końcu... Wróćmy jednak do początku historii. Mamy dwóch piosenkarzy estradowych Boba (Bing Crosby) i Phila (Danny Kaye), którzy po II wojnie światowej występują jako duet odnoszący sukces. Tak całkiem nieprzypadkowo spotykają siostry, które również występują na scenie Betty (Rosemary Clooney) i Judy (Vera-Ellen). Razem wyruszają do Vermont, gdzie odkryją, że miejscowy hotel prowadzi ich były dowódca. Niestety lokal chyli się ku upadkowi. Bob i Phil postanawiają ratować podupadające miejsce wystawiając nowe przedstawienie... Film Curtiza tworzy niesamowity klimat, zresztą jak prawie wszystkie stare obrazy, dajemy się ponieść błogiemu świątecznemu nastrojowi, słysząc w oddali melodyjny głos Crosbiego.

6. Holiday Inn (1942)


Film w klimacie Bożego Narodzenia, choć akcja obejmuje wszystkie amerykańskie święta w roku. Holiday Inn zaczyna się Wigilią i na niej też się kończy. To tu właśnie miała swą premierę oscarowa piosenka Irvinga Berlina White Christmas wykonana przez Binga Crosbiego. Fabuła choć w klimacie Złotego Hollywood zaskakuje mnie intrygą, która wciąga i różni się od typowych musicalowych tematów. Jim (Bing Crosby), Ted (Fred Astaire) i Lila (Virginia Dale) tworzą zespół wokalno-taneczny. Jim zamierza osiąść na wsi z Lilą i prowadzić harmonijne życie z dala od blasku fleszy. Niestety nie wie, że Lila ma inne plany., Skuszona przez Teda sławą i pieniędzmi postanawia zostawić ukochanego. Jim się załamuje, nie rezygnuje jednak ze swych planów i zamieszkuje na prowincji. Szybko jednak dochodzi do wniosku, że to nie taka sielanka, jaką sobie wyobrażał. Decyduje się otworzyć Świąteczną Gospodę i organizować w niej występy. Wraca do Nowego Jorku aby podzielić się swoimi planami ze znajomymi. W lokalu poznaje Lindę... Fred Astaire tańczący w takt wybuchających petard mistrzostwo!!!

5. A Christmas Carol (1938)


Bezapelacyjnie najlepsza i najwierniejsza wersja Opowieści Wigilijnej, a jest ich sporo. Może i nie jest to nie wiadomo jak dobry film, ale wspaniale wprowadza w świąteczny nastrój. Polski tytuł brzmi Decydująca noc. Dickensowską historię wszyscy znamy bardzo dobrze. Jedyne, co może przeszkadzać, to lakoniczne potraktowanie przeszłości Ebenezera. Duch minionych świąt nie za wiele pokazał z jego dzieciństwa, co zapewne miało wpływ na jego zachowanie. Na uwagę zasługuje cudowna scenografia. Nie zostaje mi nic innego jak tęsknić za śniegiem, który byłby uwieńczeniem Wigilii.

4. The Bishop's Wife (1947)


Wszystkie filmy z Carym Grantem oglądam w ciemno, bo choć wybitnie uzdolniony nie był, to posiadał niesamowitą charyzmę i urok, przez co nie mogę oderwać wzroku od ekranu. W Żonie biskupa gra anioła, który pomaga śmiertelnikom w ich problemach. Przechodząc zaśnieżonymi ulicami, jego uwagę przyciąga nieszczęśliwa Julia (Loretta Young), która wpatruje się w wystawę sklepową. Okazuję się, że jej mąż biskup Henry Brougham (David Niven) zapomniał w natłoku obowiązków o rodzinie i zaniedbał swą żonę. Anioł Dudley zjawia się u Henrego by przywrócić jego życiu prawidłowy tor. Wszyscy dookoła są pod silnym urokiem Dudleya. Wszyscy poza biskupem...

3. Home Alone (1990)


Czy komuś ten film się znudził??? Nie sądzę!!!! Kevina oglądam co święta i nie tylko. Ciężko opowiadać o fabule, bo tą chyba każdy zna na pamięć. Jeśli jednak zdarzyłby się ktoś, kto jeszcze nie widział (mam tu na myśli kosmitów)... Ośmioletni Kevin McCallister (Macaulay Culkin) to czarna owca rodziny, gnębiony przez rodzeństwo a w szczególności przez starszego brata Buzza. Na Gwiazdkę pragnie by cała jego rodzina zniknęła. Życzenie się spełnia, lecz sielanka nie trwa długo, bo w okolicy grasują złodzieje... Ten film jest nieśmiertelny!!

2. Meet Me in St. Louis (1944)


Obraz Minnellego ocieka lukrem i słodkością, mimo to wcale nie czuję mdłości. Chcę coraz więcej!! Spokojną egzystencję rodziny Smithów rujnuje wiadomość o rychłej przeprowadzce do Nowego Jorku. Nikogo nie zachwyca wielkomiejskie życie z dala od bezpiecznego i prężnie rozwijającego się St. Louis. Dzieci są załamane, każdy robi dobrą minę do złej gry by nie sprawiać przykrości ojcu. Esther (przecudowna Judy Garland) zakochuje się szaleńczo w Johnie, chłopaku z okolicy, nie wyobraża sobie opuścić miasto i pognać ku niejasnej przyszłości... W tym sentymentalnym filmie wszystko jest genialne! Legendarne Have Yourself a Merry Little Christmas wykonywane przeszywającym głosem Judy (tylko w jej wykonaniu mogę słuchać tej piosenki, w żadnym innym nie brzmi tak pięknie), aktorstwo, scenografia, która nastraja nas świątecznie: śnieg, zaspy, zaprzężone wozy, idealnie ulepione bałwany, lodowisko...ah...St. Louis jawi się jako Raj, ostoja, do której każdy z nas podąża, gdzie wszystko jest idealne, nawet te bałwany. Czego chcieć więcej w Boże Narodzenie?

1. It's a Wonderful Life (1946)


To nie tylko najlepszy (według mnie naturalnie) film na Gwiazdkę, ale jeden z najlepszych w historii kina. Frank Capra potrafi chwycić za serce, a tym filmem przebił samego siebie. Obraz opowiada historię George'a Baileya (znakomity James Stewart), który posiadał wielkie marzenia. Nie chciał być zwykłym człowiekiem, pragnął się uczyć, podróżować, poszerzać horyzonty, osiągnąć więcej niż przeciętny człowiek. Niestety życie pisze swój własny scenariusz... W pewną wigilijną noc załamany George postanawia popełnić samobójstwo. Z pomocą przychodzi jego Anioł Stróż, który pokazuje mu życie, gdyby nigdy się nie narodził... Przygotujcie sobie chusteczki, gdyż ciężko powstrzymać łzy. Jeden z najbardziej krzepiących filmów jakie kiedykolwiek widziałam, wprowadzi Was w niesamowitą atmosferę świąt.

*korekta: Magdalena Głowacka
*pics: tumblr

15.12.2013

The 20 best Christmas movies. Part I

Gwiazdka zbliża się wielkimi krokami. Z głośników w centrach handlowych Mariah Carey przekonuje od lat, że na gwiazdkę pragnie tylko Ciebie, więc dajesz się nabrać i w takt świątecznych przebojów wydajesz pieniądze. Żeby tylko na jednym razie się skończyło...Ale nie!! Ty znów tam wracasz i czekasz, żeby po raz kolejny do Ciebie przemówiła, spotykasz znajomych i odgrywasz dobrą córkę, ciotkę, wujka, ojca, matkę, dziewczynę, bo jesteś obładowana prezentami...Stop!!!! Myślisz, że im na tym zależy??? Zaopatrzona w grube skarpety i kubek gorącej herbaty mówię Wam: Włączcie im film!!! Za darmo, w rodzinnej atmosferze nareszcie poczujesz magię Świąt. Zapraszam na moją listę najlepszych bożonarodzeniowych filmów. Oto pierwsza dziesiątka, zaczynamy od miejsca 20.

20. Scrooged (1988)   
                                

Frank Cross (Bill Murray) to współczesny Scrooge. Wyrachowany, bezwzględny producent telewizyjny. Boże Narodzenie to dla niego wspaniały czas...ze względu na największą oglądalność. Zanim jednak widzowie zasiądą do jego nowego, gwiazdkowego show, w odwiedziny wpadną nietypowe 3 duchy, które pokażą mu, na czym polega życie... Wariacja na temat Opowieści wigilijnej Dickensa. Jak zwykle świetny Bill Murray (w rozkwicie swej kariery) w roli zimnego drania plus Robert Mitchum jako jego szef. Przez wielu uznawany za jeden z najlepszych świątecznych filmów i ciężko się z tym nie zgodzić.


19. The Santa Clause (1994)



Jest to jeden ze świątecznych klasyków lat 90. Pracoholik Scott Calvin (Tim Allen), który wiecznie gdzieś goni, tegoroczne święta ma spędzić ze swym synem, z którym nie ma najlepszych kontaktów. Nie pomaga mu w tym była żona i jej nowy mąż, którzy informują Charliego, że Mikołaj nie istnieje. Jednak ku zaskoczeniu malca i jego ojca pewnej nocy na podwórzu odkrywają poczciwego brodacza. Okazuje się, że spadł on z dachu Scotta, który jest po części winny tej sytuacji. Aby ratować magię Świąt i zdążyć z prezentami na czas Scott przyjmuje obowiązki Mikołaja. Zaczyna powoli się zmieniać, siwieje, rośnie mu broda, brzuch, a wraz z nimi podziw Charliego...

18. Jack Frost (1998)



Z tym świątecznym hitem mam wiele wspomnień. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam Jacka Frosta, nie wiem, czy bardziej spodobał mi się film, czy syn tytułowego bohatera Charlie (Joseph Cross)- skłaniałabym się ku temu drugiemu. Śmiem twierdzić, że pobiłam wszelkie rekordy, przez pewien czas codziennie oglądając tylko to, aż do tego tragicznego momentu, gdy magnetowid odszedł na zawsze, nie wytrzymując presji jakiej na nim wymuszałam...(tu chwila ciszy...). Mimo, że znam całą opowieść na pamięć, chętnie co roku wracam do niej.
Jack Frost (Michael Keaton) to frontman zespołu Jack Frost Band. Nie potrafi znaleźć złotego środka między karierą muzyczną a rodziną, którą co raz bardziej zaniedbuje. Pewnej Wigilii uświadamia sobie, jak wiele błędów popełnił i postanawia wrócić na Święta do domu. W drodze powrotnej ginie w wypadku samochodowym. Rok od tych wydarzeń jego żona Gabby (Kelly Preston) i syn Charlie nadal nie mogą poradzić sobie z tragedią. Chwilę przed Gwiazdką zjawia się u Charliego...bałwan.

17. The Shop Around the Corner (1940)


Sentymentalny powiew starego kina. Urocza komedia romantyczna z niezawodnym Jamesem Stewartem i Margaret Sullavan. Alfred Kralik pracuje w sklepie pana Matushka, jest jego najlepszym pracownikiem. Klara Novak to młoda kobieta, która poszukuje pracy i trafia pod skrzydła Alfreda. Tych dwoje nie przepada za swoim towarzystwem, każdą możliwą chwilę wykorzystują, by sobie dopiec. Z pozoru nic ich nie łączy...poza tajemniczym "drogim przyjacielem", który wg nich jest ich bratnią duszą. Postanawiają się umówić ze swym korespondencyjnym nieznajomym. Jakie będzie zdziwienie Kralika, gdy w umówionym miejscu zobaczy Klarę... Wszystko okraszone świąteczną scenerią: śnieg niczym pierzynka otulająca nasze zamarznięte serca, choinki, prezenty na wystawach sklepowych i ludzie szukający drugiej osoby w wigilijny wieczór.

16. Home Alone 2: Lost in New York (1992)


Święta bez Kevina to już nie to samo. To podstawa każdej gwiazdki, to tradycja - jak głoszą hasła. Macaulay Culkin miał być moim mężem, niestety nasze losy inaczej się potoczyły. Był złotym dzieckiem Hollywood i miał cały świat u swych stóp, niestety ta historia nie kończy się szczęśliwie, ale żywię nadzieję, że pewnego dnia powróci w wielkim stylu, bo charyzmy nie można mu odmówić. Schedę po nim przejęli jego bracia, żeby nie powiedzieć bardziej utalentowani (Fullera gra jego młodszy brat Kieran). W "dwójce" Kevin trafia do najbardziej filmowego miasta na świecie - Nowego Jorku, by stoczyć ostateczną walkę ze złodziejaszkami (nie przystoi ich nazwać złodziejami, to zbyt dumnie brzmi) Harrym (Joe Pesci) i Marvem (Daniel Stern), którzy pragną skraść pieniądze dla chorych dzieci ze sklepu z zabawkami. Niby gagi te same, Buzz (Devin Ratray) nic się nie zmienił, może jeszcze bardziej przytył, Fuller nie zna umiaru w piciu gazowanych napojów, wujek irytuje jak irytował, a jednak za każdym razem tarzam się ze śmiechu jak oszalała. Bo Kevin to część dzieciństwa, które z każdą Gwiazdką próbuję jak najdłużej zachować.

15. Love Actually (2003)


Plejada gwiazd w iście gwiazdkowym klimacie. Kogo tu nie ma??!! Emma Thompson, Hugh Grant, Colin Firth, Keira Knightley, Liam Neeson, Bill Nighy (rewelacja!), Laura Linney, Alan Rickman, Rowan Atkinson... Richardowi Curtisowi udało się zebrać niezłą obsadę. 10 różnych historii, ale jeden temat- miłość i jej różne oblicza. Autor bezczelnie manipuluje naszymi emocjami, ale wcale nie jestem na niego zła. Choć temat oklepany, mało wyszukany a w dodatku wszystko w czasie przedświątecznego okresu, to zadanie nie było takie łatwe. Twórca balansuje między tanim sentymentalizmem a prawdziwym wzruszeniem i wychodzi z tego boju zwycięsko. Wielka zasługa już wspomnianej ekipy. Widać, że gra sprawia im przyjemność. Film jest niezwykle ciepły i ogląda się go z niesłabnącym zachwytem. Jest kilka powalających scen, które szczególnie zapadają w pamięć. Gdy przychodzi Mark (Andrew Lincoln) do Juliet (Keira Knightley) i pisze jej na kartce, że jest dla niego ideałem, to aż chce się krzyknąć: Dziewczyno odejdź od męża! Jamie (Colin Firth) oświadczający się po portugalsku, premier (Hugh Grant) szukający Natalie (Martine McCutcheon)...Jednak i tak do łez doprowadza mnie Karen (Emma Thompson), która znakomicie wcieliła się w typową kurę domową. To obowiązkowy seans na grudniowy wieczór.

14. Joyeux  Noël (2005)


To nie jest kolejny typowy świąteczny hit. Nie, on nawet w zamyśle nie miał nim być. A jednak nie mogłam oderwać oczu od ekranu i tak już kilka razy wracałam do tego filmu. Christian Carion ukazał prawdziwą historię francuskich, niemieckich i brytyjskich żołnierzy podczas I wojny światowej. Naturalnie, aby nam się przyjemniej oglądało, lekko podkoloryzował fakty, ale czego nie robi się dla widzów? Warto wspomnieć o obsadzie, bo Joeux Noel nafaszerowany jest europejską dawką talentu: znakomity aktor i reżyser Guillaume Canet, Daniel Bruhl (od Good Bye Lenin uważnie śledzę jego karierę, teraz w kinach możemy zobaczyć Wyścig, gdzie gra Nikiego Laude), Diane Kruger, Benno Furmann (W ciemności), Dany Boon, Gary Lewis (Billy Elliot)... Po krótce...Trwa I wojna światowa, Boże Narodzenie, w okopach ginie tysiące ludzi każdego dnia. Dramat, rzeź w imię "wyższych ideałów"... Na front przyjeżdża śpiewaczka Anna Sorensen (Diane Kruger) by dodać nadziei niemieckiej armii. Na polu bitwy rozbrzmiewa "Cicha noc", jedna z najpiękniejszych kolęd. W sercach wrogich żołnierzy zaczyna topnieć lód, wbrew rozkazom dowódców pragną zawiesić broń na ten jeden szczególny dzień... Zaczynają się zacieśniać więzy między nimi i moment, w którym będą musieli znów stanąć po przeciwnych stronach barykady, będzie tragedią... Film ukazuje absurd wojny, fenomen Wigilii i prawdę o ludzkiej naturze. Po co wojna? Mordowanie?? Dzieci tracą ojców, kobiety mężów, matki synów??? Po co?? Z obowiązku, rozkazu zasiadających na "górze" polityków, którzy nie mają pojęcia o niczym...

13. How the Grinch Stole Christmas! (1966)


Pamiętacie jak Cartoon Network było potentatem bajkowym?? Dziś pochylam się nad tą stacją ze łzami w oczach i pytam: gdzie są moje bajki?! Najpierw nadawane były tylko po angielsku, a gdy nadeszła era kablówki, zaczął się istny szał (Krowa i kurczak!!!), do dziś mam zachowane kasety VHS z misiem Yogim, Kotem Tip Topem, Psem Huckleberrym, Wallym Aligatorem etc... Świąteczna ramówka CN była majstersztykiem: Gwiazdka Yogiego, Flinstonów...i Grinch!! Mowa naturalnie o animacji z genialnym Borisem Karloffem w roli narratora. Przyznam się, że filmowej wersji z Jimem Carreyem nie zdołałam obejrzeć do końca i raczej tego nie uczynię. Grinch to złośliwy ponurak, któremu marzy się kradzież Bożego Narodzenia z Ktosiowa...piosenki, wiersze,wiersze, piosenki, bez tej bajki nie ma Świąt!

12. National Lampoon's Christmas Vacation (1989)


Rodzina Gryzoni...ekhm, ekhm Griswoldów kolejny raz nie zawodzi. Tym razem głowa rodziny- Clark Griswold (kochany Chevy Chase) stawia sobie za punkt honoru stworzenie najwspanialszej Gwiazdki i najlepiej oświetlonego domu (a teraz przypomnijcie sobie scenę, w której pada zasilanie i mina Cheviego). Jak to zwykle bywa, Clark nie spocznie, dopóki nie osiągnie celu. Problem w tym, że jest wyjątkowym łamagą i typową ofiarą losu, a najlepsze jest to, że całkowicie nie zdaje sobie z tego sprawy mimo znaków na Niebie i Ziemi. Ochoczo więc zjeżdża się rodzina na czele z cioteczką Bethany (Mae Questel), która nie ma kontaktu z rzeczywistością i wujem Lewisem, który na głowie ma coś na kształt zdechłego szczura. Nie mogło zabraknąć kuzyna Eddiego (przezabawny Randy Quaid) z żoną i dzieciakami, który jak zawsze prowadzi pasożytniczy tryb życia i wysysa ostatnie pokłady cierpliwości w Griswoldzie.

11. The Muppet Christmas Carol (1992)


XIX-wieczny Londyn a w nim Muppety. Genialne! Chyba jedna z najlepszych adaptacji dickensowskiej Opowieści wigilijnej. Po raz pierwszy w centrum wydarzeń stoi człowiek a nie kukiełki. I to nie byle jaki człowiek!! Sam Michael Caine jako zgorzkniały, chciwy Ebenezer Scrooge. Krzykliwe Muppety w wiktoriańskich strojach wcale nie dziwią. Wydają się odzwierciedlać cynizm i groteskę epoki z pewną szczyptą nostalgii. Narratorem jest Gonzo jako Charles Dickens, któremu od czasu do czasu wtóruje Rizzo Szczur. W wigilijny wieczór, Scrooge'a nachodzą trzy duchy: Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości...resztę znacie doskonale. W pozostałych rolach dobrze znani Kermit Żaba (Bob Cratchit), Miss Piggy (Emily Cratchit), Zwierzak, Miś Fozzie (Fozziwig), Orzeł Sam, Statler, Waldorf, etc... Wszystko okraszone kultowymi piosenkami, podanymi w formie musicalu.

*korekta Magdalena Głowacka
*pics tumblr

31.10.2013

Trick or treat part II

Rosemary's baby (1968)
Tym razem pod lupę bierzemy film absolutnego geniusza Romana Polańskiego. W przypadku wcześniejszych horrorów, które Wam polecałam tu sprawa wygląda inaczej. Nie ma prostej fabuły, roi się od symboliki, historia wokół filmu też jest szalenie interesująca. Wszak obcujemy z mistrzem, więc i film jest najwyższych lotów. Nawet jeśli nie znacie twórczości Polańskiego (udam, że tego nie napisałam) to Dziecko Rosemary z pewnością kojarzycie. Polański łączy funkcję reżysera i scenarzysty, ekranizuje wydaną jedynie rok wcześniej powieść grozy Iry Levina pod tym samym tytułem.


Do budynku Bramford (fikcyjna nazwa, w rzeczywistości The Dakota Building) wprowadza się młoda para: Rosemary (Mia Farrow) i Guy (John Cassavetes) Woodhouse. Chcą zacząć nowy etap w życiu. On jest aktorem, który nie może przebić się w środowisku, ona pobożną dziewczyną, która jest odzwierciedleniem naiwnego społeczeństwa lat 50./60. Poznają uroczych, lekko ekscentrycznych staruszków: Minnie Castevet (Ruth Gordon) i Roman Castevet (Sidney Blackmer). Pod ich opieką znajduje się dziewczyna, którą Rosemary poznaje podczas wizyty w pralni, jej uwagę przykuwa tajemniczy wisior, który podarowało jej małżeństwo. Jakiś czas potem nowa znajoma ginie, rzekomo popełniwszy samobójstwo (budzi to wątpliwość Rosemary, przecież dziewczyna była taka szczęśliwa...).
Państwo Castevet zapraszają młodą parę na obiad. Rosemary czuje się nieswojo w ich towarzystwie w przeciwieństwie do męża, którego kariera za sprawą serii sprzyjających zdarzeń nabiera tempa. Staruszkowie są coraz bardziej nachalni, wypytują o wszystko, zjawiają się w mieszkaniu Woodhouseów o różnych porach dnia, w pewien sposób zaczynają osaczać biedną dziewczynę. Problemu nie widzi Guy, który często przesiaduje w towarzystwie sąsiadów. Podczas jednej z wizyt Rosemary dostaje w prezencie amulet z kwiatem Tannisu - ten sam, który nosiła dziewczyna spotkana w pralni. Ma rzekomo przynieść jej szczęście. Kilka dni potem Guy oświadcza, że powinni mieć dziecko...


Zwróćmy uwagę na scenę otwierającą i finałową. Widzimy obraz Nowego Jorku, miejsca wielokulturowego, anonimowego, gdzie człowiek żyje w szybkim tempie. Minuta i 25 sekund, wyłania nam się legendarny apartamentowiec The Dakota Building, w filmie przemianowany na Bramford. Oko kamerzysty wodzi nas po ekskluzywnej dzielnicy Upper East Side na zachodnim brzegu, przy 72St. w pobliżu Central Park. Budynek robi wrażenie swym rozmachem, jest w nim też coś niepokojącego, co przyciąga i hipnotyzuje. W filmie mówi się o nim jako miejscu, gdzie doszło do dziwnych zdarzeń, związanych prawdopodobnie z okultyzmem. W rzeczywistości jego historia jest jeszcze ciekawsza. Był miejscem artystycznej elity Nowego Jorku, tu pomieszkiwały takie nietuzinkowe osoby jak: Lauren Bacall, Rex Reed, Yoko Ono, Judy Holliday, John Lennon...Ten ostatni kilka lat po premierze Dziecka Rosemary w 1980 roku został zamordowany pod głównymi drzwiami Dakoty. Zainteresuje Was z pewnością, że pierwszym właścicielem był Edward S. Clark- współzałożyciel fabryki, gdzie produkowano dobrze znane i do dziś popularne maszyny Singera.


Dzieło Polańskiego wychodzi pod koniec lat 60. Społeczeństwo amerykańskie budzi się po okresie wojny, widać zmorzone zainteresowanie reklamą, filmem, telewizją. Środki masowego przekazu wpływają na postrzeganie świata przez Amerykanów. Kraj staje się symbolem konsumpcjonizmu. Z jednej strony mamy do czynienia z pozornym spokojem i harmonią, z drugiej obserwujemy walkę zbrojeń, Zimną Wojnę. Amerykanie prowadzą walkę z Kubą, ZSRR, Chinami etc... Trwa wojna w Wietnamie, która skutecznie łamie ducha amerykańskich żołnierzy, nadszarpuje ich pewność siebie i wiarę. Powracający cierpią na "syndrom wietnamski". Ludzie mają dość pozornego spokoju i niepewności. 
Lata 60... Pierwszym chrześcijańskim prezydentem zostaje John Fitzgerald Kennedy. Atmosfera konspiracji, szpiegostwa (hmm skąd my to znamy?), tajnych agentów i misji specjalnych. Ludzie dzielą się na tych, którzy wyglądają jak z reklamy płatków śniadaniowych i tych, którzy nie mogą odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I właśnie im z "pomocą" przychodzą tajne stowarzyszenia. Tak jak ich przodkowie zaczynają zabawy w okultyzm, czarną magię, szatana, wszystko zaprawione solidną dawką alkoholu, LSD, marihuany, heroiny i wszystkiego, co rzekomo ma Cię uwolnić od tej męki na Ziemi i odnaleźć drogę do oświecenia. Sekty składają się z wykształconych, nieprzeciętnie inteligentnych jednostek, ich korzenie też nie są bez znaczenia - im wyższe stanowisko zajmujesz w hierarchii tym prędzej przekonasz do siebie "zbłąkane owieczki". Dziecko Rosemary jest zatem pewnym odzwierciedleniem panujących nastrojów i lęków. I to właśnie przeraża w tym filmie. Wariata z kosą na próżno tu szukać, demonów, duchów (pojawiają się tylko w scenie płodzenia szatana, sennych wizji Rosemary i naturalnie na końcu w kołysce...). Historia jest ukazana tak jakby każdy z nas mógł podobnej doświadczyć. Rosemary jest przedstawicielem tej naiwnej strony społeczeństwa, bogobojna, cichutka, jej mąż natomiast to człowiek o zachwianej równowadze psychicznej (niepowodzenie aktorskie) szukający pomocy. I właśnie wtedy pojawiają się oni: Państwo Castevet. Szanowani, inteligentni ludzie. Musimy sobie zdawać sprawę, że do biednych również nie należą skoro zamieszkują jedną z najbardziej renomowanych dzielnic. Posiadają więc status społeczny i ogólne poważanie wśród ludzi z wyższych sfer. Aż dziwne, że wspólnota budynku zgodziła się przyjąć do siebie Woodhouseów (w Nowym Jorku zamieszkanie w tak prestiżowej okolicy graniczy z cudem, po pierwsze musisz posiadać znaczącą gotówkę i pozycję, potem wspólnota infiltruje Cię na wszystkie strony i decyduje czy będziesz do nich pasować). Castevetowie to nikt inny jak sekta, czarownice we wspólczesnym wydaniu, mają wpływy dosłownie wszędzie. Guy zaprzedaje duszę diabłu za cenę kariery, obiecując, że Rosemary wyda na świat dziecko szatana.


Warto też zwrócić uwagę na scenę w poczekalni u doktora Sapirsteina, należącego do sekty. Rosemary sięga po autentyczny Time Magazine z kwietnia 1966, okładka prowokacyjnie krzyczy "Czy Bóg nie żyje?". W tym samym miesiącu i roku w Stanach Zjednoczonych powstaje Kościół Szatana. To pogłębia nasze uczucie ogarniającego zła i dowodu, że film filmem, ale to właśnie dzieje się na naszych oczach. Nie trzeba zresztą daleko szukać, cały współczesny show biznes karmi tych mózgopraczy, a oni odwdzięczają się im bransoletkami na nadgarstki...To, co wtedy było rodzącym się złem (i niezłym pomysłem na interes życia), dziś jest na porządku dziennym. Na ogromne brawa zasługuję muzyka Krzysztofa Komedy. Spokojna, psychodeliczna z niesamowicie delikatnym głosem Mii Farrow. Zyskała status kultowej. Kompozytorowi wróżono wielką karierę, niestety rok po przybyciu do Stanów zmarł w nieszczęśliwym wypadku. Wydarzenia, które będą miały miejsce w 1969 jedynie przypieczętują sukces i nadadzą nowy tor i znaczenie dziełu Romana. Sharon Tate - żona Polańskiego -zostanie bestialsko zamordowana wraz z innymi 4 osobami (w tym Wojciechem Frykowskim). Kobieta była w ciąży, para spodziewała się syna. Za to makabryczne morderstwo odpowiedzialna jest rodzina Mansona- hipisowska sekta. Nagłośnienie sprawy Mansona, słynnego Zodiaka powoduje postrzeganie dzieci kwiatów jako bandy dzikusów i psychopatów, było to pośrednią przyczyną upadku tej kultury. Film można oglądać bez szerszej interpretacji jednak gdy tylko zwrócimy uwagę na okres powstania i rewolucję sekt, tajnych syndykatów, uświadamiamy sobie, że to dzieje się tu i teraz, nie ma znaczenia w jakim wieku, dekadzie żyjesz - zło czai się wszędzie i nie pozwoli o sobie zapomnieć.



Wioska przeklętych (1960)
Film Wolfa Rilla ma niesamowity klimat i - choć historię znam na pamięć - za każdym razem "łapię się" na tym, że oglądam go od początku do końca. Zasługą jest niezaprzeczalnie psychodeliczna aura i magia biało-czarnego obrazu. Horror science-fiction został wyprodukowany na fali zainteresowania UFO, podbojem Kosmosu, wyprawy na Księżyc. Pewnego razu angielskie miasteczko Midwich zapada w sen na kilka godzin. Po tym czasie kilka kobiet rodzi dwanaścioro dzieci, które wyglądają niemalże identycznie: mają platynowe włosy, świdrujące spojrzenie i poważne miny. Z czasem okazuje się, że lepiej nie zadzierać z nimi, nawet rodzice muszą kontrolować swe wychowawcze zapędy. Doktor Gordon Zellaby (bardzo dobry George Sanders) szuka sposobu aby unicestwić nieludzkie istoty. Problem w tym, że one czytają w ludzkich myślach...



korekta: Magdalena Głowacka
pics:tumblr